Później olimpijskich klęsk, większych i mniejszych, uzbierało się w dorobku polskiej reprezentacji (ale wszystkich innych też !) znacznie więcej, co niewątpliwie oznacza, że nie tylko gracze mogą być słabo wytrenowani, ale że nader często kibice, działacze i dziennikarze snują mało realistyczne plany, oderwane od realnych możliwości ("rankingi mamy słabe, ale one nie grają, więc teraz na pewno będziemy w pierwszej dziesiątce").
Po Moskwie całe odium spadło dwóch rezerwowych i na Kazimierza Platera, który dziwnym trafem akurat na olimpiadach prezentował się słabo; tym razem grając na drugiej szachownicy zakończył występ z trzema minusami. Kolosalną bojowość wykazał Nieuznający Remisów czyli Gromek (+8, -6), dodatni bilans mieli również Dworzyński i grający na pierwszej szachownicy Śliwa.
B. Śliwa - Muffang [D61]
Moskwa 1956, Olimpiada
1.d4 Sf6 2.c4 e6 3.Sc3 d5 4.Gg5 Ge7 5.e3 Sbd7 6.Hc2 c6 7.Sf3 h6 8.Gh4 0-0 9.Wd1 a6 10.a3 We8 11.h3 dxc4 12.Gxc4 b5 (12...Sd5 13.Gxe7 Hxe7 14.0-0 Sxc3 15.Hxc3 e5?) 13.Ga2 Hb6 14.0-0 c5 15.Gb1 Sf8 (15...Gb7? 16.dxc5 Gxc5 (16...Sxc5 17.Gxf6 Gxf6 18.Hh7+) 17.Wxd7.) 16.Se5 c4 17.f4 Sd5 18.Gxe7 Wxe7 (18...Sxe3?! 19.Gc5.) 19.Hf2 Sxc3 20.bxc3 Hd6 21.Hb2 Gb7 22.e4 Wd8 23.Sg4 (23.f5?! exf5 24.Wxf5 f6.) 23...Wc7 24.Se3 (24.e5!) 24...He7

F. Olafsson - B. Śliwa [D40]
Moskwa 1956, Olimpiada
1.c4 Sf6 2.Sc3 e6 3.Sf3 d5 4.d4 c5 5.e3 Sc6 6.a3 a6 7.dxc5 Gxc5 8.b4 Gd6 9.Gb2 0-0 10.Hc2 He7 11.Wd1 Wd8 12.g4

12...dxc4 W rachubę wchodziło również 12...Sxg4 13.cxd5 Sce5.
13.Gxc4 b5 14.Gd3 Gb7 15.g5 Sxb4 (15...Sg4!?) 16.axb4 Gxf3 17.gxf6 Hxf6 18.Gxh7+ Kh8 19.Ge4 Gxd1? 20.Hxd1 Gxb4 21.Hh5+ Kg8 22.Hh7+ Kf8 23.0-0 Wac8 (Narzucające się 23...Hg5+ wcale nie było złe.) 24.Hh8+ Ke7 25.Sd5+ exd5? Po "steinitzowskim" odejściu 25...Kd6

diagram analityczny
- zagranie pod hasłem "król musi bronić się sam" - losy partii nie byłyby przesądzone, np. dalej możliwe 26.Gxf6 Wxh8 27.Sxb4 gxf6 28.Sxa6 Wc4 itd.26.Gxf6+ gxf6 27.Hh7 (Białe teraz wygrywają.) Gd6 28.Gxd5 Gxh2+ 29.Hxh2 Wxd5 30.Wa1 1-0.
Mistrz międzynarodowy Bogdan Śliwa, niekwestionowany lider polskich szachów w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku, zmarł przed kilku laty. Istnieją kluby i środowiska, które deklarują, że pamięć po krakowskim mistrzu jest im droga. Niestety nic konkretnego z tych dość obłudnych deklaracji nie wynika. Kilka stron tekstu na internetowej stronie, gorzej lub lepiej skomentowana partia, jakaś przypadkowa fotografia albo dwie, i to wszystko.
Tymczasem dorobek Bogdana Śliwy zasługuje na to, by go zebrać i opublikować w postaci książki! Czy wśród studentów uczelni wychowania fizycznego i wydziałów historycznych nie ma ani jednego szachisty, który mógłby podjąć się tego zadania, np. w postaci pracy magisterskiej? Co zrobiły tak liczne w Polsce organizacje szachowe, by kogoś z młodzieży zachęcić do podjęcia tego wyzwania, np. przez ufundowanie symbolicznego choćby stypendium albo nagrody? To nieprawda, że koszt takiego projektu byłby duży. Brakuje chęci, brakuje pomysłu, bo brakuje szacunku dla osiągnięć starych mistrzów, Równie wielkim zaniedbaniem jest zresztą brak opracowań o Kazimierzu Makarczyku, Tarnowskim i Platerze, by wymienić tylko kilka nazwisk. Lubimy przy różnych okazjach wspominać te nazwiska, powtarzać anegdoty z nimi związane, ale na tym troska o koryfeuszy, którzy odeszli, kończy się. Apelujemy więc raz jeszcze; szachowy Krakowie, zbudź się! Zbierz siły i wydaj książkę z mistrzowskimi partiami Bogdana Śliwy.
(Tekst powstał jesienią 2006.)