Wszechrosyjski Turniej Szachowy rozegrany w Kijowie w 1903 roku to ważna cezura w historii polskich szachów. Właśnie wtedy zadebiutował na arenie międzynarodowej Akiba Rubinstein, zdobywając piątą nagrodę, za Michaiłem Czigorinem, Ossipem Bernsteinem, Władimirem Jurewiczem i swym łódzkim nauczycielem Henrykiem Salwe.
Inny polski akcent tego turnieju to osoba przewodniczącego Komitetu Organizacyjnego. Był nim hrabia A. F. Plater, prezes Kijowskiego Klubu Szachowego (Kijewskoje Szachmatnoje Obszczestwo, Krieszczatik, dom Popowa No 29), a jednocześnie prezes Kijowskiego Klubu Cyklistów - Amatorów, w którego wygodnych, choć nieco głośnych pomieszczeniach turniej się odbywał (hałasowali w sąsiedniej sali miłośnicy gry w karty).
Turniej kijowski był bardzo bojowy, ponieważ oprócz regulaminowych nagród za zajęte miejsca (500, 350, 275, 200, 125, 50 i 30 rubli) do zdobycia była jeszcze nagroda za rozegranie "najpiękniejszej partii". Ufundował ją - w niebagatelnej wysokości 100 rubli - znany mecenas szachowy, fabrykant-milioner Bostandżogło.
Władimir Nikołajewicz Jurewicz (15.02.1869 - 20.10.1907), słabo znany poza granicami Rosji, nie był w 1903 r. nowicjuszem. Przez 15 lat, od 1889 r. prowadził dział szachowy w petersburskiej gazecie "Nowosti", uczestniczył też w wielu turniejach w stolicy Cesarstwa. Był szachistą stylu pozycyjnego, po 1.e4 regularnie stosował mało wówczas popularną obronę Caro-Kann, zaś przy grze białymi bierkami używał debiutu Birda 1.f4.
Jak doniósł w swym pierwszym numerze na rok 1904 warszawski tygodnik "Sport", udział Jurewicza w turnieju w Kijowie zakończył się skandalem. Otóż gracz ten zapragnął zawładnąć nagrodą za "piękność". Ale jak to zrobić, jeśli za konkurentów ma się takich artystów szachownicy, jak Czigorin, Bernstein czy Schiffers? Jurewicz postanowił "przebić" tych gigantów. W tym celu umówił się z jednym z graczy petersburskich Lebiediewem. Przed runda ułożyli oni partię pełną poświęceń i taktycznych zwrotów. Gdy przyszło do gry, zainscenizowali przedstawienie i odegrali wyuczoną partię na oczach sędziów, konkurentów i publiczności. Zapis partii został złożony do konkursowego jury, które miało rozstrzygnąć o losach 100 rubli fabrykanta Bostandżoglo.
Jednak partia nie znalazła uznania w oczach jurorów. Po powrocie do Petersburga wspólnik Jurewicza Lebiediew pochwalił się "figlem" spłatanym konkurencji w Kijowie. Sprawa zrobiła się głośna, bowiem napisał o niej w swojej rubryce szachowej Czigorin, który miał idealistyczny stosunek do obowiązków turniejowych szachisty, i który w polemikach prasowych zwykł używać niezwykle ostrego języka, nawet w sprawach małej wagi, co nie zyskiwało mu przyjaciół.
W numerze 3/1904 "Sport" napisał:
Partia Jurewicz - Lebiediew, zamieszczona w N-rze 1 "Sportu" będzie przedmiotem rozpraw sądowych. Pan J. oskarżył Czigorina o potwarz, twierdząc, że cała historja o "zfabrykowanie" powyższej partii jest potwarczem oskarżeniem.
Nie wiemy, jak afera kijowska ostatecznie się zakończyła i czy rzeczywiście przedstawiciele Temidy musieli pochylać się nad szachownicą, by wydać werdykt. Obaj adwersarze niedługo uczestniczyli w życiu szachowym Rosji. Władimir Jurewicz w 1904 roku utracił rubrykę szachową w "Nowostiach". Podczas rewolucji 1905 roku naraził się władzom, trafił do więzienia i tam podejrzanie szybko umarł. Michaił Czigorin zawsze trzymał się z dala od polityki (oby Garri Kasparow zechciał wziąć z niego przykład!), ale nieuleczalna choroba podkopywała jego siły i założyciel rosyjskiej szkoły szachowej zmarł w Lublinie w styczniu 1908 roku.
Teraz zobaczmy partię, która - jeśli wierzyć doniesieniom prasowym sprzed wieku - została wymyślona w tym celu, by zagarnąć nagrodę w wysokości 100 rubli.

A teraz inne partie W. Jurewicza z tego samego turnieju.




Jak widać, Jurewicz nie był wcale szachową ofermą; gdy należało, uporczywie się bronił, gdy nadarzyła się okazja, pomysłowo - choć może nie zawsze poprawnie - atakował. Niestety, wiele wskazuje na to, że skusiła go nagroda fantastycznie bogatego fabrykanta, a na dobitek do swoich nielegalnych kombinacji dokonywanych poza, czy też pod szachownicą, dobrał nieodpowiedniego, bo zbyt gadatliwego partnera.
Historię tę dedykujemy krajowym zwolennikom "szachów kolektywnych": nawet oszukiwanie powinno być dokonywane "z głową", a do machlojek należy dobierać ludzi umiejących zachować dyskrecję. Wtedy jest szansa, by spokojnie zainkasować nagrodę, ale zwykłą, nie "za piękność", bo takich już nie ma.
http://www.astercity.net/~vistula/
![]()