Wśród mężczyzn tryumfowali:
1. Rosja I 35.5 pkt. 2. USA 34.5 pkt. 3. Ukraina 33 pkt., Polacy z 30.5 pkt. podzielili miejsca 10-15, ostatecznie była to 15 lokata. Należy potraktować ten wynik jako względny sukces, gdyż w połowie dystansu nic nie zapowiadało tak udanego finiszu. Dobrym wynikiem legitymuje się Marcin Kamiński, zdobyte przezeń 6 pkt. / 8 partii zostało uhonorowane brązowym medalem. O zwycięskim wyniku Rosjan zadecydowała ostatnia runda wygrana przez nich 3.5:0.5 z Holandią, podczas gdy główni rywale, Amerykanie zremisowali z Chinami 2:2. Kobiecą olimpiadę zdecydowanie wygrały Chinki 29 pkt. przed Rosją I 27 pkt., Gruzją 27 pkt., Holandią 23.5 pkt., Bułgarią 23.5 pkt. Polki z 22.5 pkt. wywalczyły 11 miejsce po ostatnim spotkaniu z Rosją I, przegranym 1:2.
Zacięta walka na szachownicach przysłoniła wiele organizacyjnych niedociągnięć, ale brak publikowanych na bieżąco tekstów partii jest już przejawem wyraźnie złej woli organizatorów. Bogate kraje europejskie czy USA nie kwapią się do przeprowadzania na swym terenie mało dochodowych drużynowych mistrzostw świata, w których reprezentanci niektórych państw nie osiągają nawet poziomu I kategorii. W tej sytuacji pałeczkę przejmują kraje, których główną ambicją jest odrabianie dystansu cywilizacyjnego do bardziej rozwiniętych. Co więcej, system szwajcarski w tego typu rozgrywkach wyjątkowo się nie sprawdza, gdyż duże różnice w sile gry i umiejętnościach zespołów są często odzwierciedlane niewielkimi różnicami punktowymi w końcowych wynikach. Gdy zagłębimy się w tabelę turniejową dostrzeżemy, że wysokie przegrane w meczach w środku dystansu mogą być wręcz korzystne, gdyż odsuwają groźbę spotkań z potentatami i umożliwiają stosunkowo łatwe, wysokie wygrane w kolejnych spotkaniach z amatorami. Tymczasem można bez trudu poprawić sytuację, rezygnując z masowości imprezy i powracając do systemu walki w grupach.
Kobieca reprezentacja stawiała sobie wyższe wymagania i w pewnym sensie osiągnęła cel, walcząc bojowo i agresywnie o miejsce w czołówce. Ostatni mecz był bardzo denerwujący, czyste zwycięstwo dawało nawet szansę na brązowy medal, jednak dystans do Chinek jest zbyt duży. Można zaryzykować twierdzenie, że brakuje w takich chwilach zawodniczki klasowej, mającej już za sobą pojedynki z całą światową czołówką w warunkach największego sportowego stresu, czyli kogoś takiego, jak Agnieszka Brustman. Przyjdzie nam chyba jeszcze długo czekać, zanim któraś z naszych zawodniczek choćby spróbuje walczyć o tron szachowy, a tylko w takim przypadku uprawianie sportu daje dostatecznie wiele emocji, aby zawodnik zechciał zdobyć się na najwyższy wysiłek. Bez walki o wysoką stawkę trudno zawodnikowi poczuć olbrzymią odpowiedzialność, związaną z dążeniem do mistrzostwa świata; każdy, kto tego spróbował i się nie ugiął, pozostaje zazwyczaj cenionym wyczynowcem przez długie lata. W takich zawodach jak Olimpiada nie jest ważna szczytowa wydolność organizmu, czy znajomość wszystkich nowinek teoretycznych, ważne jest doświadczenie i umiejętne dokonywanie zmian w składzie. Na najważniejsze pojedynki zawsze można wystawić kogoś bardziej doświadczonego, oszczędzając jego siły w łatwiejszych meczach. Są to zawody drużynowe, dlatego wynik indywidualny nie liczy się tak bardzo; nie należy tracić z pola widzenia ostatecznego celu, jakim jest medal olimpijski.
Wyniki końcowe pokrywają się z grubsza z przewidywaniami redakcji, zamieszczonymi w poprzednim wydaniu miesięcznika. Stawialiśmy na miejsce mężczyzn w pierwszej 18. i miejsce kobiet w pierwszej 4. To drugie życzenie omal się nie spełniło i szkoda, że ze względu na klasę przeciwniczek w ostatniej rundzie było niemożliwe do realizacji.
Partie turnieju męskiego i turnieju kobiecego
V.C.M. http://www.astercity.net/~vistula/