lista dyskusyjna
FANTASY-PL - spotkania integracyjne

Spotkanie integracyjne nr 3 - Warszawa

relacja Asfodel

Witam!

Wlasnie wrocilam ze spotkania nr. 3 i pora napisac relacje... Zapewne zastanawiacie sie, co sie stalo z relacja ze spotkania nr 2. ;-) Najwyrazniej nie zostala napisana. ;-)

Wracajac do tematu. Przybylam na plac Zamkowy nieco spozniona, piastujac w dloni ofoliowany bochenek chleba baltonowskiego mieszanego krojonego (na jutrzejsze sniadanie dla dziadka).

Kiedy przywedrowalam w okolice kolumny Zygmusia i obeszlam ja w kolko zostalam zauwazona przez przebywajacych juz w okolicy nonFelixa i Grzegorza G.

Po oficjalnym powitaniu udalismy sie w kierunku pubu "Pod Barylka" umiejscowionego na pobliskim Mariensztacie. Przywedrowawszy na miejsce zajelismy stolik pod arkada, a nastepnie nieoceniony Grzegorz G. zasponsorowal piwo marki rozmaitej (pilam Grolscha). Nastapila leniwa konwersacja przy piwku, - tzn panowie dyskutowali o rynku wydawniczym a ja pstryknelam kilka fotek, ktore pewnie kiedys zobaczycie, jak skonczy mi sie rolka i postanowie ja wywolac. Uzywalam przy tem mojego ukochanego aparatu o nazwie Zorka4k - jakbyscie nie wiedzieli to Zorka jest radziecka kopia aparatu Laica - pierwszego w jakim zastosowano perforowana maloobrazkowa blone swiatloczula.

Ponadto panowie reklamowali sobie nawzajem swoja tworczosc- doszlo nawet do transakcji. ;-)

Przy okazji konwersacji poruszono takoz tematyke swobody i luzu wypowiedzi pisemnej na liscie fantasy-pl. Grzegorz G. wyrazil nadzieje, ze od teraz bedzie mu sie swobodniej konwersowalo, skoro zna juz takie wazne osobistosci jak ja i nonFelus. ;-)

Potem wyzej wymieniony Grzegorz G. opuscil nas, nawet byc moze z pewna niechecia. Po jego odejsciu zostalo nabyte kolejne piwo, i rozmowa zeszla na rozmaite ploteczki - miedzy innymi o psychiatrii i pomocy spolecznej. Otrzymalam takze sugestie odnosnie spedzenia dalszej czesci tak mile zaczetego wieczoru - spacerek po starym miescie, nabycie kolejnego piwa oraz przejazd w okolice Uniwersytetu gdzie mial sie odbywac jakowys koncert.

Po oproznieniu kufelkow plan przeszedl w faze realizacji. Wreczylam nonFelixowi chlebek, ktory nijak nie miescil sie w mojej torbie - (nonFelix mial plecek, ktory wygladal na niezbyt wypelniony) - i udalismy sie w strone barbakanu.

Przed barbakanem nabylismy kolejne piwko - tym razem puszkowe - uwazajcie - Warka z pomaranczowym paskiem to nie jest to, o co chodzi... Przewedrowalismy barbakan - wlasnie wtedy zaczal padac deszcz, wiec chylkiem skorzystalismy z parasola i stolika nalezacego do kawiarni "Pozegnanie z Afryka", w nadziei ze obsluga nie wyrzuci nas stamtad przed koncem deszczu.

Posiedzielismy sobie tam dluzsza chwile konwersujac przy tem, tym razem na tematy fandomowe. Nieco pozniej przewedrowalismy na Krakowskie Przedmiescie, celem zlapania autobusu jadacego na Uniwerek. Udalo sie...

.. ale nie bylo tak prosto - wystapily pewne problemu w znalezieniu dojscia na koncert - bylo slychac, ale nikt jakos nie oznakowal drogi... Mimo przeszkod udalo sie... wtedy zauwazylam, ze nonFelix nie ma juz plecaka... po chwili zastanowienia doszlismy do wniosku, ze cenny ten przedmiot pozostal gdzies pod stolikiem w ogrodku kawiarni.

Zarzadzono odwrot i poszukiwania. Wrocilismy na stare miasto, zastanawiajca sie, czy jakis przypadkowy stromiejski menel nie czyta wlasnie ksiazki nonFelixa, zagryzajac moim chlebkiem. ;-) Szczesiem okazalo sie, ze plecak lezy, jak lezal. ;-)

W zwiazku z tym ponowilismy wedrowke w kierunku Uniwersytetu, nabywajac po drodze kolejne piwo - tym razem Belfast. Dotarlismy na miejsce bez wiekszej bolesci - po drodze przyuwazylam tylko jakiegos szacownego emeryta z przewieszona przez ramie zlota damska torebka, ktory to staruszek wpatrywal sie w nas wzrokiem mocno krytycznym.

Nastepnie okazalo sie ze na koncert nie wpuszczaja z piwem. Przystanelismy zatem w okolicy bramy, aby wysaczyc zawartosc puszek - przy okazji wymieniono kilka anegdotek.

Potem udalismy sie wreszcie w okolice emisji dzwieku - tam znalazla sie jakas znajoma nonFelixa z dwoma kolegami, ktora zreszta zaraz sobie poszla. Okazalo sie ze koncert jest sredno fascynujacy, a w okolicy przebywaja jakies tajemnicze wrogie persony. W zwiazku z tym powedrowalismy sobie w ciemny zaulek, gdzie oddalismy sie rozmowie na tematy spoleczne, psychologiczne, a nawet metafizyczne... a potem zrobilo sie juz troche pozno.

Nalezalo udac sie do domu. W zwiazku z tym podjechalismy do centrum, poodprowadzalismy sie na przystanki, i na tym spotkanie nr 3 sie zakonczylo. Aha - chlebek odzyskalam. ;-)

papa - Asfo
(przepraszam za ewentualne bledy) ;-)


OPIS RELACJI (względnie subiektywny) (według nonFelixa)

Godzina 16 zastała nas zupełnie nieprzygotowanych do spotkania. Jedynie Grzegorz dzielnie tkwił na posterunku. Ja akurat dojeżdżałem czymś, co u nas na prowincji zwiemy "autobusem". No i ozwał mi się właśnie w tym autobusie telefon (kradzież komórek w liniach komunikacji miejskiej wynosi 30%, tylko nie wiem czego). Okazało się że dzwonił właśnie Grzegorz, aby uświadomić mi swój wygląd, aby uniknąć dalszych problemów rozpoznawczych. Opis był prosty: aureola, skrzydła, zwiewna biała szata... Co prawda często widzi się tak ubranych ludzi w Warszawie, a już szczególnie na Rynku, niemniej miałem nadzieję, iż poznam go bez większych problemów.

Grzegorz był odrobinę zaskoczony moim wyglądem. Uważam, że to zrozumiałe, przecież nie każdy ma 21 nóg, prawie tyleż samo rąk i pokaźny zestaw szczękoczułek po prababce. Te parę minut upłynęło nam miło, gdy zapełniliśmy je rozmową, ale oto nadeszła Asfodel...

No dobra, Asfodel nadeszła, ale nas nie zauważyła. Znaczy się - patrzyła się na nas, ale nikogo nie widziała. Następnym razem muszę się bardziej wyróżniać z tłumu, choć w moim przypadku nie jest to trudne.

Dobra, w końcu, zwalczając liczne przeciwieństwa losu, poznaliśmy się i wszyscy, trzyosobową gromadką, zeszliśmy z rynku i skierowaliśmy się do pubu "Baryłka". "Baryłka" jest miłym pubem, tylko ma dwie wady: jest droga i jest droga. Wprawdzie piwo kosztuje tam 7.50, a papierosy 9.50, ale to prowadzi nas tylko do następnej konkluzji - jest to drogi pub, choć miły. I tutaj muszę powiedzieć, że moje małe serduszko zabiło szybciej, gdy Grzegorz wspomniał coś o postawieniu nam trunku. Wspomnienia, jak się okazało, nawiedziły wkrótce naszą rzeczywistość i zastały nas w trakcie tak fascynującej czynności jaką jest opróżnianie szklanych kufli.

No i rozmawialiśmy. To znaczy ja, Grzegorz i Asfodel. To znaczy ja, Grzegorz i... Asfodel. No dobra - przyznam się, to Grzesiek w większości rozmawiał, a ja go do tego prowokowałem. Asfodel dyskutowała z nami na swój sposób, to znaczy bawiąc się światłomierzem i pstrykając fotki, których nie powstydziłby się horror typu B (aaa! wielki różowy palec zbliża się do nas!!!). Zdjęcia te możecie nabyć (o ile wyjdą) za jedyne 9,99$ (+ vat i koszty wysyłki delikwenta na sybir).

Przechodnie dziwnym wzrokiem patrzyli na nasz stolik, gdzie oprócz coraz bardziej pustych kufli leżał pokrojony chleb (na winie, jak to wyszło w czasie dyskusji, czyli mielą do niego wszystko, co się nawinie). Chleb straszył nas i zaginał czasoprzestrzeń samą swoją obecnością tudzież istnieniem. Jego pani, Asfodel, miała zapewne swój własny, tajemniczy cel w sprowadzeniu go tutaj, który zresztą niedługo później odkryłem, targając ów chleb w plecaku.

Niestety, jak to zwykle bywa, gdy się człowiek dobrze bawi, to czas szybciej mija... (wróć: gdy się człowiek napije, to czas szybko mija). I tak, niestety, Grzegorz opuścić musiał nasze towarzystwo, przy czym na koniec postaliśmy jakieś pięć minut nie ruszając się z miejsca, sam nie wiem po co. Może uczestniczyłem w jakimś rytuale? No nic, Grzegorz odszedł a my...

No, zapomniałem wspomnieć, że przed odejściem (zejściem?, choć może raczej wejściem, bo z powrotem było pod górkę), Grzegorz zakupił egzemplarz mojej książki, a ja odwdzięczyłem się, mówiąc, że jak najszybciej zakupię "Kambridów" (dobrze piszę?), książki nie omieszkam zrecenzować, co pójdzie na listę, do Mirthall (jak ludzie już uwiną się z tą *** stroną, a nie widzę, żeby dużo się ruszało [sam nie podesłałem za bardzo materiałów :]), oraz do FiF. Wiem, że trochę późno, ale zawsze...

No dobra, z towarzyszką Asfodel wypiliśmy jeszcze parę piw, po czym poszliśmy zwiedzać barbakan. Przyznam, że za bardzo nie zmienił się od naszej ostatniej wizyty, ale podobno podróże wzbogacają (chyba właścicieli pubów). Następnie weszliśmy pod parasol przy jakiejś restauracji, przyjmując zakłady, kiedy nas z stamtąd wyrzucą. Na szczęście zaczął padać deszcz i kelnerom nie za bardzo chciało się wychodzić (poza tym tkwiła tam tabliczka "samoobsługa", i gwarantuję, sami wypiliśmy piwo).

Ponieważ nastała już godzina 20, a my mieliśmy jeszcze jakieś plany na ten wieczór, udaliśmy się pod Uniwersytet, gdzie właśnie odbywał się (poprawka: dopiero zaczynali się schodzić ludzie) koncert. W poszukiwaniu wejścia na mały rynek uniwersytecki poznaliśmy z Asfodel jakąś dziewczynę, która zagubiła się w drodze. Twierdziła iż jest z Gdańska (ale jak każdy wie, babom wierzyć nie można ;-). Kiedy chciałem zaprosić ja na koncert znajomych w niedzielę, powiedziała że, niestety, jest już umówiona na ten dzień z prezydentem (polski, choć przyznam się, początkowo posądzałem ją o kolaborację). Do teraz zastanawiam się, czy mówiła poważnie, czy po prostu tak mówi się w Gdańsku (nie, dzięki). Bo chyba u nas są na to ładniejsze formy grzecznościowe tudzież słowne. Kiedy rozmawiałem na ten temat z Asfodel, powiedziała "a kto chciałby poznać prezydenta?" i na tym się skończyło.

To znaczy nasz wieczór jeszcze się nie skończył, bo okazało się, że w miejscu, gdzie schroniliśmy się przed deszczem zostawiłem plecak (nie pierwszy raz zresztą). Najważniejsze jednak, że był tam wspomniany wcześniej, porcjonowany chleb Asfodel, więc postanowiliśmy interweniować. Gdy już wróciliśmy na koncert było tam pełno ludzi, nie zawsze miłych i nie zawsze nieznajomych.

...rzeczywistość zastała nas na dachu pobliskiego domu, gdy rozmawialiśmy o nerwicy oraz alienacji, swojej oraz cudzej. Asf, nie oszukujmy się, nie pasujemy do tego świata, nie pasujemy do tego miejsca... - powiedziałem, rozłożyłem skrzydła i poleciałem ku granatowemu, siąpiącemu deszczem niebu...

Trzecie spotkanie Warszawskiej części fantasy-pl dobiegło końca.

Pozdrawiam -
nonFelix

o fantasy-pl Zapisz sie archiwum regulamin ludzie spotkania tworczosc linki