 |
Pewnego razu, zastanawiając się co będziemy robić w zimie, wpadliśmy na doskonały pomysł.
Doszliśmy do wniosku, że dwie deski na jedną osobę, to o jedną deskę za dużo.
Ponieważ w 1995 roku ciężko było zdobyć odpowiedni dla nas sprzęt, musieliśmy zaopatrzyć się
sami. Po kilku gorących dyskusjach wiedzieliśmy dokładnie czego będziemy potrzebować.
Pozostało nam tylko zdobyć niezbędne materiały i zbudować nasze pierwsze dechy.
Najważniejszy był środek - musiał być oczywiście drewniany. Krótka wizyta w sklepie stolarskim
rozwiązała nasz problem. Pozostała jeszcze kwestia krawędzi i ślizgu, ale były to sprawy
drugorzędne. Ja zdecydowałem, że krawędzie przełożę od nart (znalazłem stare polskie narty w
których krawędzie były przykrecane w 20cm kawałkach), a ślizg zrobię z gładkiej blachy
aluminiowej (żeby był lżejszy).
|
|
Janek także zdecydowł się na krawędzie od nart (wmontował, z niemałym trudem, krawędzie od
zwyklych nart), a ślizg postanowił zrobić z kawałka płyty laminowanej pokrytej cięką warstwą
blachy miedzianej (z takiej płyty wycina się płytki do układów scalonych). Mieliśmy pewne
problemy ze złożeniem wszystkiego w jedną całość, ale wspólnymi siłami daliśmy wreszczie radę.
Okazało się, że deska Janka dużo lepiej zachowywała się na stoku niż moja. Już podczas próbnej
jazdy od mojej deski odkleił się blaszany ślizg i złamał się jeden koniec. Na szczęście, nie
obniżyło to bardzo ogólnych parametrów deski. Deska jeździła wolniej, już tylko w jedną stronę
(tę z krórej pozostał podgięty koniec), ale jeździała ...
|
 Nasze deski od frontu i od spodu (moja od prawej). |
 Ostatnie przygotowania. |
Na miejsce testów wybraliśmy Masyw Śnieżnika (to całkiem solidna góra w okolicach Kotliny
Kłodzkiej). Miejsce to ma niewątpliwie wiele zalet - mało ludzi, dużo śniegu oraz piękno
otaczającej przyrody to niektóre z nich. W okolicy jest kilka małych wyciągów, ale
najciekawsze są dziewicze tereny w okolicach szczytu Śnieżnika.
|
|
Tego dnia warunki były ciężkie. Padał gęsty śnieg, wiał silny wiatr i była mgła. Niejeden by się
poddał, ale nie my. Spragnieni śniegu, zdecydowanym krokiem wyruszyliśmy na szczyt. Głębokie
zaspy śniegu na szczycie były dla nas zasłużoną nagrodą. Po krótkim zwiedzaniu okolicy
znaleźliśmy sobie fajne miejsce do ćwiczeń, gdzie zostaliśmy do obiadu.
|
 Tego dnia warunki były ciężkie ... |
 Oto Ja ;-) |
Trening był ciężki. Jeszcze cięższy był dla naszych desek, które spisały się dzielnie, ale nie
bez zarzutu. Janek miał problemy z wiązaniami (mimo, że była to ich druga wersja). Moja deska
straciła drugi koniec i jeszcze bardziej popękała. Na szczęście, miałem w zapasie blachę
aluminową od ślizgu więc szybko przymocowałem koniec, tak aby dało się jeździć (i skakać).
Niestety szybko okazało się, że nasze deski sa dla nas za wolne. Na to także znaleźliśmy
rozwiązanie: wytyczyliśmy sobie trasę, na której ubiliśmy śnieg tak, że mogliśmy osiągać
większe prędkości. Cała zabawa skończyła się wysokimi skokami nad tablicą "Granica Państwa".
Moja deska nie dożyła tego wyjazdu do końca, ale deska Janka poddała się dobiero na Kasprowym
Wierchu w Tatrach.
|
| Janka deska dała za wygraną dopiero w kotle Doliny Goryczkowej na Kasprowym Wierchu. To niewątpliwy sukces tej pionierskiej konstrukcji. |
 |
|