PUSZCZA KAMPINOSKA PO RAZ PIERWSZY
Z TOMKIEM (50KM)
Na wyruszenie na ta wyprawe sklonilo
nas pare wolnych dni z okazji Swieta Zmarlych.Tomek (brat Marzeny) zjawil
sie u mnie o 9 rano.Potem tempem kolarzy dojechalismy na dworzec w srodmieciu,gdzie
wsiedlismy do pociagu do Bloni.Chyba juz taki mam zwyczaj narzekac na syf
w przedziale bagazowym,ale to co tam panowalo-istna sodoma i gomora - jakies
porozlewane jogurty, pety, puszki po piwie,czulismy sie jak we wnetrzu
smieciarki i to pelnej :).Z Bloni przez Leszno dotarlismy do Roztoki (z
15 km),gdzie zamierzalismy "wszczepic sie" w Glowny Szlak Puszczanski,ktorym
jechalem z Przemkiem latem.Tomek dzielnie jechal(na rowerze Konrada-rower
ten sluzy w bloku za pozyczak:) ,praktycznie do Roztoki dojechalismy bez
przystanku.Mrozne powietrze,przez ktore ubralismy sie na cebulki,troszke
na poczatku dawalo sie we znaki,ale wraz z przejechanymi kilometrami zdejmowalismy
po woli kolejne warstwy ubrania.Jechalo sie przyjemnie,zrobilismy ze 4
przerwy na kanapki,podczas ktorych az piszczalo w uszach od ciszy-las spal.I
tak po jakis 2 godzinach spokojnej jazdy znalezlismy sie w Truskawiu.Aha
-jeszcze trzeba wspomniec, ze nie tylko my zrobilismy wypad do lasu,podczas
gdy inni marzli na cmentarzach badz grzali tylki w domach ogladajac tv.Otoz
po drodze, a w zasadzie w polowie naszej trasy , z dala od Warszawy , w
srodku lasu wyminela nas z naprzeciwka inna para na rowerach-w tym jedna
dziewczyna (ciekawe,czy Marzena rowniez bedzie tak dzielnie jechala,gdy
ja zabierzemy do puszczy?-a na razie mozecie sobie poczytac jak jej sie
jechalo na tarchomin:).
Z Truskawia do Warszawy wracalismy
klasyczna droga tzn. przez Izabelin,gdzie Tomek wpadl jeszcze na groby
bliskich.Jest tam przepiekny cmentarz,i jak Tomek mowi,czesto mozna spotkac
tam wazne osobistosci,ktore tez tam maja groby bliskich.Dalsza droga z
I zabelina przebiegala spokojnie,choc"mielismy farta",ze bylismy na rowerach,
a nie samochodem,z dwoch powodow: zamkneli calkowicie ze 3 km drogi w kierunku
Warszawy,a drugi powod to to,ze ustawil sie niemilosiernie dlugi sznur
samochodow zmierzajacych na Cmentarz Polnocny.Kierowcy w duchu pewnie nam
zazdroscili,ze mkniemy niczym strzaly...
Zreszta przydatnosc roweru w Swieto Zmarlych docenilismy
przejezdzajac obok Powazek,w okolicy ,ktorych panowal rozgardiasz,czesc
ulicy zamknieta,pelno ludzi,tu zakaz ruchu,tam tylko dla autobusow....jadac
rowerem mozna o tym zapomniec i dlatego chwala za to dwom kolkom:).
Do domu dotarlismy na 15.00,ochlapani
blotem,Tomek bardziej :).Zjedlismy zupe ,poczym Tomek poszedl do autobusu
,w ktorym pewnie straszyl ludzi zabloconym ubraniem:).
Pozniej chwila odpoczynku i....na cmentarz ,oczywiscie
samochodem...
Z Tomkiem bylismy tez na wycieczce po Warszawie ,do
Wilanowa ,ale ze nic sie ciekawego nie wydarzylo ,nie bede tego opisywal.
Ot poprostu-zwykla przejazdzka po stolicy.
POWROT