JAK TO MARZENKA WRACALA DO DOMU...
Muranow-Tarchomin trasa chodnikowa 
    Dnia 1 stycznia nowego juz roku,jak zwykle spotkalem sie z Marzena.Tym razem to ona byla u mnie.Wieczorem,gdy juz zblizal sie czas jej powrotu na swoje smiecie,wpadlem na pomysl ,zeby to zrobic sobie spacerek rowerkiem.Nalezalo tylko wsadzic detke do roweru Konrada,napompowac i jechac.Ale zeszlo chyba jakies fatum,bo ulegla destrukcji moja ulubiona pompka samochodowa z manometrem(kurka musze ja szybko naprawic) a i na shell'u na kompresorze ujrzalem napis "nieczynny" :(.Coz musialo jej starczyc powietrza tyle,ile zdolalem jej nadmuchac zwykla pompka.Niedosc ,ze sie zasapalem na smierc(trzeba pompowac z predkoscia bliska predkosci swiatla) to i tak gowno tego powietrza bylo,ile bylo tyle bylo,mialo styknac.Marzena nie byla zbyt przygotowana na taki powrot-choc ona zawsze uwaza(jak kazda kobieta),ze jest kiepsko ubrana , dla mnie zawsze moze smialo isc do teatru w takich ciuchach.Tak wiec pierwszym problemem, z ktorym walczyla,bylo przyzwyczajenie sie do jazdy w stroju wizytowym.Drugi wyrosl tez szybko,musialem dac krotki instruktaz z obslugi przekaznikow znajdujacych sie na drazku kierowniczym potocznie zwanym kierownica.Ale ,ze Marzena jest zdolna, szybko kapujaca dziewczyna,juz po paru kilometrach przerzucanie biegow szlo jej calkiem sprawnie.Dotarlismy Stawkami do Wislostrady(po drodze byla stacja z kompresorem,ale chyba odsypiali jeszcze sylwestra,bo bylo zamkniete za 8 spustow).Dalej sciezka rowerowa do mostu Grota,na ktory trzeba bylo wniesc po schodach rowery,ach te przyklejane,sztuczne paznokcie,jak tu chwycic te rame:) , i jeszcze te spodnie ,ktore trzeba poprawiac co 300 metrow.Na Tarchomin jest 14 i pol kilometra,trase te pokonalismy w...55min.
Ogolnie moge powiedziec ,ze Marzena jechala bardzo dzielnie biorac pod uwage,jej stroj i gadzety w stylu doklejanych paznokci.Zapewniala mnie przez cala droge,czego nie moge sie doczekac,ze jak tylko bedzie odpowiednio ubrana to moze pojechac chocby i przez cala puszcze.
    Na miejscu jeszcze wnioslem jej rower na 3 pietro,jej papa przykrzanil sie ,ze jezdzi w styczniu na rowerze ,po ciemku i to bez swiatel,ale 2 piwa ,ktore dostal jako ochlapy po zapasach na noc sylwestrowa ostudzily jego "gniew".Ale chyba nic nie ostudzi gniewu,gdy poczuje rozbabrane gowno na rowerze Marzeny-fuj-jak ona to zrobila,wycelowac i wjechac w taka kupe?Na szczescie gowno bedzie schlo nie u mnie,lecz u Tomka w pokoju,ktory jeszcze sylwestruje...
    A z powrotem dokonalem"zdrady" i udalem sie z rowerem do autobusu.Po prostu nie chcialo mi sie wracac samemu ,a glownym powodem bylo to,ze nie mialem walkmena,a lubie sluchac muzyki jadac bez towarzystwa.Zreszta byl 1 stycznia i powoli nachodzilo mnie znow znuzenie po sylwestrowej balandze...
No i nie tylko ja bylem zmeczony ,bo na przystanku bylo pare osob, ktore dopiero co skonczyly sie bawic i wracaly do domow...
a oto jej wynik natchnienia po wycieczce
POWROT