WYCIECZKA PO WARSZAWIE - A RACZEJ PO JEJ DZIKICH ZAKATKACH 
    Trudno to nazwac wyprawa,no ale poniewaz bylo ciekawie, wiec postanowilem o tym napisac.
    Otoz ktoregos pieknego dnia (chyba w czerwcu),krecac sie z Przemkiem na rowerach w po okolicy natknelismy sie na Lukasza Owdzieja-Cyberluke'a.Po krotkiej namowie dolaczyl do nas na swoim wielocypedzie.Z poczatku nasze plany nie wybiegaly dalej niz poza granice parku krasinskich ,no moze Starego Miasta,lecz na pewno nie przypuszczalismy ,ze zrobimy ok.20-30km.
    Najpierw mielismy pokrecic sie po parku,pozniej chcialem pokazac chlopakom gorke pod skarpa przy Zamku Krolewskim.Gorka ta nadaje sie swietnie do roznego rodzaju wyskokow na rowerach ,a zima sluzy snowboardzistom.Przykro te gorke wspomina Konrad,ktory po pieknym i dlugim locie zakonczyl go dosc twardym ladowaniem nosem w ziemie(he he byl wtedy biedaczek w bialej bluzie:).
    Wrocmy do naszej wycieczki-zaczelismy robic dokladnie jak Forrest Gump.Ci co ogladali z pewnoscia pamietaja jak zaczal swoj bieg,najpierw biegl do konca ulicy,konca miasta,do granicy hrabstwa,granicy stanu........
My na podobnej zasadzie znalezlismy sie po drugiej stronie wisly przy moscie Slasko-Dabrowskim.Tam tez natknelismy sie na dziewicza sciezke prowadzaca wzdluz wisly, miedzy nabrzeznymi krzakami, ktora zmiezala w kierunku polnocnym.Dlugo sie nie namyslajac postanowilismy tak pojechac az do mostu Grota-Roweckiego.Sciezka wiodla obok dzialek przy wale ,poczatkowo byla dosc szeroka,lecz pozniej malala,a kilka razy nawet calkowicie zanikala,tak ze musielismy sie przedzierac niczym przez dzungle.Dokuczaly tez pokrzywy ,ktore tu zdrowo podrosly(siegaly pod kierownice,tak samo zreszta jak trawsko),szczegolnie daly sie we znaki chyba Przemkowi ,ktory byl w krotkich spodenkach...Gdy tak pokonalismy 2/3 drogi ,zaliczajac kazdy po jednej wywrotce przez sliska trawe,sciezka definitywnie sie urwala,dalsza droge umozliwilyby chyba tylko maczety do karczowania.Przez dzialki i labirynt ich wewnetrznej infrastruktury sciezek dotarlismy do walu i sie nan wdrapalismy.Tam zastala nas juz zwykla betonowa droga dla dzialkowiczow,ktora dojechalismy az pod tor testowy fabryki FSO,gdzie przez blisko 30min stalismy i gapilismy sie jak to pracownicy fso wyrzywaja sie na samochodach.Dopiero deszczyk zmusil nas do dalszej drogi.Przejechalismy most Grota,a ze przestalo padac,pojechalismy jeszcze do lasku na bielanach ,przez ktory , a takze przez tereny AWF-u dotarlismy do ul.Marymonckiej.Tam Przemek,probowal namowic nas na "krotsza" droge do domu, ale dopiero gdy zobaczyl plan miasta na przystanku autobusowym,zobaczyl ze jego "krotsza" droga w rzeczywistosci wije sie niczym waz.W drodze powrotnej Lukasz jeszcze dzwonil ze szpitala bielanskiego do domu i "uspokajal" mamuske, bo wcielo go na dluzej niz przypuszczal.W drobnych strugach deszczyku dotarlismy do domu- powoli w glowie juz zaczalem ukladac plan wyprawy do Puszczy Kampinoskiej,o ktorej mozecie przeczytac.
Podsumowujac nasza przejazdzke mysle ,ze jest jeszcze w naszej stolicy pare takich " dzikich i nieodkrytych" zakatkow.
POWROT