POWITANIE
WIOSNY 2000
19.03.2000r.-
krótka notka
Jak co roku Federacja
Zielonych zorganizowała powitanie wiosny na rowerach. Niestety kiepska
pogoda (temp. ok. zera stopni, popadywujący śnieg i nieprzyjemny "zimny"
wiatr nie skłoniła zbyt wielu Warszawiaków do tłumnego przybycia na plac
Zamkowy. Było może 30-40 rowerzystów, co w porównaniu z ubiegłoroczną frekwencją
(ok. 300 rowerzystów) jest w ogóle sprawą nie wartą opisywania, no ale...
Z przybyłych bikerów rozpoznałem trialowców i downhillowców z Milanówka,
z pl.rec.rowery przybył ANS i Alfer, spotkałem także "Sapacza"- kumpla
z X-PRESS BIKERS, gdzie jeździ tam już conajmniej 3 rok. Niestety (a może
stety?) w wyniku kombinacji szefostwa tejże firmy Paweł (Sapacz)
dostał wymówienie z pracy i już niedługo z roweru przesiada się do tramwaju...Cóż-
rower a 36- tonowy kolos to prawie niezauważalna różnica...:). Obecny także
był kumpel z bloku Łukasz i jego dwóch kolegów. Prawie tyle co rowerzystów
obecnej było Policji...Ciekawe? Czy to wszystko tylko z naszej okazji?
Jedno jest pewne. Nudziło im się, bo ni stąd ni zowąd wylegitymowali Łukasza
i jego kolegów, tłumacząc się, że ot tak muszą mieć kilka nazwisk uczestników.
Nie wiem... na ich miejscu "pognał" bym Policję. Co oni sobie wyobrażają?
Tradycyjnie
już zanim wystartowaliśmy "Zieloni" musieli pokrzyczeć z 15 minut przez
tubę. Gdy w końcu nadszedł czas "wymarszu" nasz skromny peleton majestatycznym
tempem (po raz pierwszy w historii tej imprezy jechaliśmy tak wolno!) przemieścił
się Traktem Królewskim do ronda De Gaulla. Celem naszym był park Szczęśliwicki,
gdzie Zieloni wspólnie z mieszkańcami bloków przy parku zorganizowali sadzenie
drzewek. Po drodze trafił się jeszcze jeden nerwowy cham za kierownicą,
któremu wyraźnie nie podobało się, że zajmujemy 1 a czasami 2 pasy ul.
Grójeckiej. "Inteligent" w obecności swoich nieletnich dzieci popisał się
umiejętnością gestykulacji pokazując nam środkowy palec...Eh- ręce opadają...
Na miejscu,
w parku doszło jeszcze do sprzeczki między mieszkańcami a Policją. Otóż
"pan władza" straszył konsekwencjami, bo nie było zgody na sadzenie drzewek.
Cóż, zostawiłem ich problemy i razem z Łukaszem wróciliśmy do domu. Cała
impreza zajęła nam 2 godziny, przy czym nieźle zmarzliśmy wracając- prawie
zamarzły na twarze na kość.
Podsumuwując-
była "bryndza". Pogoda do dupy. Rowerzystów tyle co kot napłakał.
Fotka nadesłana przez <Alfera>.
Na pierwszym planie ANS z pl.rec.rowery, ja klasycznie w pomarańczowej
kamizelce fluoroscencyjnej.
powrót