Warszawa- Wyszogród- Warszawa- 152km
28.08.99r

Uczestnicy: Lubomir Plutecki, Michał Kociołek, "Aron", Szymon Zioło (jego wrażenia)
> Fotki <

Niezamierzam się zbytnio rozpisywać, bo:
- to znowu Puszcza Kampinoska
- jestem zmęczony, jest późno, a  ja rano muszę wstać
- muszę napisać coś dzisiaj, bo chcę to zamieścić przed wyjazdem
- mam nadzieję, że moi towarzysze z wycieczki przyślą mi swoje wrażenie, które tu zamieszczę

    Za tym niewinnym tytułem znowu kryje się Puszcza Kampinoska...:). Ale, że była to dość specyficzna wycieczka, trzeba by coś o niej skrobnąć.
    Zbiórkę wyznaczyłem o godz. 8.00 pod salonem "Fiata" na pl. Grunwaldzkim. W ostatniej chwili zdążył dojechać "Aron"- były kurier z X- Press Bikers (btw. pracował w tym samym czasie co ja, tyle, że on mnie nie pamięta). Ponieważ nie było chwili do stracenia z "piskiem" opon pognaliśmy w kierunku Truskawia, do którego dotarliśmy w mgnieniu oka (średnia prędkość ok. 30km/h). Z Truskawia nasz pierwszy leśny etap wiódł żółtym szlakiem, którym doczłapaliśmy sie do szlaku czerwonego, czyli do Głównego Szlaku Puszczańskiego. "Doczłapaliśmy", bo miejscami piach sięgał prawie "po ośki" i musieliśmy prowadzić nasze rowery. Podziwiam Szymona, który na swoich cieniutkich 28- calowych kołach jechał prawie jak na "góralu". Przez las też "w miarę" jechaliśmy robiąc co jakieś 10km (?) krótkie przerwy "techniczne", czy jak kto woli "na papierosa", tyle, że nikt z nas nie palił... :). Udało nam się nawet zobaczyć po drodze sarnę sztuk dwie i wiewiórkę sztuk raz, więc śmiało możemy mówić, że w lesie byliśmy :). W Roztoce, gdzie zatrzymaliśmy się na frytki, tudzież inni na frytki+piwo, wykorzystała nas jedna dziewczyna. Jednak wykorzystała nas tylko, żeby naregulować jej przerzutki, po za tym była z chłopakiem :). Rowerem zajął się "Aron", który wiózł ze sobą cały warsztat. Rozebrał Grip-Shift'a w drobny mak, przesmarował wszystko- podobno pomogło. Sympatycznych rowerzystów zaprosiłem na V Piknik Rowerowy na Kępie Potockiej.
    Mimo złych wróżb Michała, pogoda do jazdy była super. Żadnego większego słońca, temperatura prawie w sam raz. Następny większy postój zrobiliśmy dopiero, gdy już wyjechaliśmy z kniei (cholera-dobrze napisałem?knieji,kniei...?nie ważne...), czyli tuż za/przed (zależy z której strony patrzeć) miejscowości Tułowice. Dziura ta miała swoje "5 minut" w telewizji, kiedy to ze 2 tygodnie temu był napad na miejscowy bank, który wygląda raczej jak komórka niż budynek.... My zrobiliśmy napad na sklep spożywczy, gdzie odnowiliśmy już wyczerpane zapasy picia i jadła. Oczywiście nie obyło się bez wypicia klasycznej oranżady.Orażnada rulez! :). Na towarzysto też nie narzekaliśmy, nieopodal 3 tutejszych "chlorów" kończyło 3 butelkę taniego winka, którzy nawet się na nas oburzyli, gdy nakurzyliśmy przy hamowaniu. Widocznie nie smakuje im wino z kurzem...
    Po zregenerowaniu sił wystartowaliśmy w ostatni etap przed Wyszogrodem. Było łatwo, ale nudno, bo po asfalcie. Na sławnym, najdłuższym drewnianym moście w Europie stawiliśmy się punktualnie o godz. 15. Średnia prędkość wynosiła ok. 20km/h. Po zrobieniu kilku pamiątkowych fotek udaliśmy się do "centrum", gdzie w pobliskiej "mordowni" chłopcy zamówili sobie po kiełbasce. Ja jakoś nie byłem głodny i moja rola głównie ograniczała się do pilnowania naszych bike'ów.
    Ok. godz. 16 wyruszyliśmy w drogę powrotną. Michał niestety podziękował nam za współpracę i udał się w kierunku Sochaczewa, skąd miał pociąg do Warszawy. W sumie dobrze zrobił, bo powrót mógłby go "zabić". My postanowiliśmy wracać mało uczęszczaną drogą asfaltową biegnącą wzdłuż północnej krawędzi puszczy. Tempo nadawał Szymon na swoim trekingu. Było imponujące, bo 28- 32 km/h. Wszyscy jechaliśmy gęsiego, z 15 centymetrowymi odstępami od siebie. Gdyby Szymon mocniej przyhamował, to byłby z pewnością mały karambol. Przerwy robiliśmy co 45 minut, które trwały kwadrans. Trzecia przerwa wypadła już gdzieś w Czosnowie, gdzie pod sklepem spotkaliśmy Marka- byłego najstarszego stażem kuriera  X- Press Bikers i dobrego kumpla Arona. Obaj razem się zgadali i pojechali załatwiać swoje "biznesy". Mnie i Szymonowi zostało ostatnie 27 do centrum Warszawy. Zadziwiające, ale mimo przejechanych już 120km spokojnie gnaliśmy  te 28-30km/h wzdłuż trasy gdańskiej. Finał tego ekspresowego tempa był taki, że już o godz. 19.20 zameldowałem się w domciu. Czyli 3 godz. i 15 minut od momentu wyjazdu z Wyszogrodu! Odliczając postoje (ok. 40 minut) to trasę 70km przejechaliśmy w ok. dwie i pół godziny.
    Jak potem okazało się, stawiłem się w domciu o tej samej godzinie co Michał pociągiem... Widzisz- mogłeś jechać z nami- wcale nie byłbyś wcześniej ... :).
W czasie powrótu najbardziej bolała mnie dupa, prawie jakby robili mi "jesień średniowiecza" :), ale potem widocznie już tak mnie bolała, że wcale jej nie czułem. Po powrocie do domku i doprowadzeniu siebie do porządku poszedłem jeszcze na piwko z kumplem. Ale stało się tak jak sobie przepowiedziałem, wypiłem jedno i to wystarczyło, że w 5 minut zrobiłem się senny jak cholera. Dawno nie poszedłem tak wcześnie spać, bo tuż przed godz. 24. Spałem jak zabity 11godzin, dobrze chociaż, że nie mam żadnych zakwasów. Myślałem też, że będę narzekał na tyłek, jednak na szczeście mnie nie boli.
Dzięki chłopaki za współpracę- mam nadzieję, że jeszcze kiedyś gdzieś razem pojedziemy.
 

No i pamiętajcie o podesłaniu mi swoich wrażeń- może napiszecie więcej?

Sigma BC 700 prawdę Ci powie:
- TRP 152.68 km
- AVS 21.82 km/h
- STP  6h 59 min
- Vmax 51.8 km/h



I ja tam byłem, Izostara piłem. Wytrzęsło mnie na szlaku puszczańskim za wszystkie czasy. Tak to jest z aluminiową ramą i bez amortyzatora. Ale o dziwo znalazło się też parę pagórków dla urozmaicenia, więc niech nikt nie mówi, że w Kampinosie jest płasko :-) Most w Wyszogrodzie jest niesamowity, szczególnie, że ja go wcześniej nie widziałem. Największe wrażenie robią deski podskakujące przy przejechaniu po nich rowerem. Powrót do Warszawy asfaltem w sumie dość nudny, bo tu górek jak na lekarstwo, ale za to niezły test wytrzymałościowy: jazda cały czas 28-30 km/h, a w nogach już koło setki. I na nieśmiałe propozycje postoju pod sklepem kategoryczna odpowiedź Lubomira: "jeszcze nie! za 5 minut!
postoje robimy o równych godzinach!" Do Warszawy wjeżdżaliśmy takim tempem, że chyba wyglądało, jakbyśmy dopiero wyruszyli z Żoliborza i gnali gdzieś do Lasu Kabackiego :-) Dzieki Lubomir za zagrzewanie do walki! Nieskromnie dodam, że ja miałem na liczniku 173 km (dojazd z Ursynowa + powrót).
Szymon


Oto 3 zdjęciówki zrobione na moście w Wyszogrodzie. Nie robiliśmy fotek po drodze, bo nie było na to czasu (tak szybko jechaliśmy... :), zresztą most jest chyba ciekawszym tłem niż kilka drzew :).


Od lewej: ja, Szymon, Michał



Od lewej: Szymon, ja, Aron



Od lewej: Michał, ja, Aron


POWRÓT