Poniewaz praktycznie od 10.02.98 zaczalem prace(na jak dlugo?) w rowerowej
poczcie kurierskiej,chce poswiecic temu te oto strone.
CIEKAWOSTKI:
Moj rekord przejechanych kilometrow w ciagu jednego dnia jako kuriera wynosi
: 98.04 km
(16.02)
Moja najwieksza "Bostwana" (czyli bardzo odlegly adres) to kurs
w Al.Jerozolimskie 232a , za "Macro"pare kilosow , za tabliczka "Warszawa
zegna" :)
Drugi podobny odleglosciowo kurs dostalem na ul. Utrata , tyle ze to bylo
najwieksze zadupie w calej historii kuriera,kawalek za tabliczka Taxi II
strefa...Ciut wiecej informacji szukajcie gdzies w tekscie ponizej.
Okazuje sie ,ze zawsze znajdzie sie wieksze zadupie...Mialem kurs pod Piaseczno...Nie
to,ze w pewnej chwili jechalem polna droga , przez srodek szczerego pola
(wielkosci lotniska), a w dodatku ulica na ktora jechalem byla w budowie,bloto
po pas ,zadnej numeracji "domow", siedziba "firmy" (gowno nie firma) znajdowala
sie w niewykonczonym domu.Ulica Utrata w porownaniu z tym to centrum miasta...
Mialem kurs do firmy,chlopaki sie smiali bo wiedza
,ze pracuje tam pedal... Dali mi wskazowki, m.in. zeby sie nie pochylac
:)
Koles dokladnie w 1 miesiac zajedzil nowke sztuke
Giant'a (szalony ,czy co ?)
Slowa dyspozytora przez radio: nr 21 zglos sie! ...
Skocz do sklepu i przywiez mi "cos" do picia, tylko nie za mocne...
/zawsze w dzien wyplaty w firmie jest "party"/
Kolesiowi tak zapiekla sie rurka od siadelka,ze zeby
ja choc poruszyc musial wlozyc rower w dziury w ogrodzeniu i obracac
calym rowerem
Uslyszane przez radio: Rysiek wracaj do bazy... ok......albo
poczekaj mam kursik ......ojoj nic nie slysze ,radio mi
sie psuje.....Rysiek slyszysz mnie?......jeszcze
bardziej sie popsulo,wracam do bazy ,zeby je naprawic.....
(he ,he sciemniacz)
Dnia 11.02 jadac rano do biura jeden koles sie przyczepil
z "cieniasa" ,ze skrecam w lewo gdy jest zakaz skretu.Po pierwsze byl po
drugiej stronie i w zaden sposob mu to nie przeszkadzalo ,a po drugie cytuje
jego slowa: Mam wyjsc i ci przypierdolic. A ja widze ,ze to gruby dziad
z broda to stawiam rower doslownie na srodku drogi (100 od biura) i mowie
: no dobra wychodz!Gbur sie nie odwazyl,skonczylo sie na wymianie wyzwisk,
tchorz!
Ok 15 kolo Ikei w alejach malo co nie spadlem z roweru.
Patrze ,idzie facet (ok35 lat) czarne wlosy, broda, czarny sweter i...........czarna
sukienka mini, czarne ponczoszki i buciki. No jak go zobaczylem ,to
myslalem ,ze sie zleje w majty ze smiechu.
Dzis jeden koles dostal niezla "Bostwane" : okolice
Radiowa (ulica , ktora jest granica miasta),ktos przez radio poradzil mu
,zeby sie zapakowal w tramwaj i dojechal pod Hute
Jeden koles przez pol roku wypedalowal 16 000 km
,tak tak 16 TYSIECY! Slabo?
Uslyszane przez radio : baza podajcie
mi adres ..... kurwa! juz ci z 7 razy mowilem! wez sobie magnetofon
i nagraj! powtarzam firma A.B.K ! na Jasnej! przeliteruje ci: "A"
jak autyzm , "B" jak baran ,"K" jak kretyn....
Pierwsza moja usterka : ok 17.00 poszla mi tylna
przerzutka (urwalo sie male kolko), poniewaz jest to nowa przerzutka, od
razu pojechalem "111" na Gibalskiego i facet w ciagu 10 min naprawil mi
rower.Teraz mam kolko od jakies lepszej przerzutki.
Stalo sie... dostalem ulice Szyszkowa ( za petla
tramwajowa na Okeciu), dostalem tez kurs do Nowych Wloch. Co by nie byc
pierdolnietym i nie pedalowac udalem sie do do tramwaju,a w drugim przypadku
pojechalem sobie pociagiem. A co?
Niezwykle "skuteczny" system melioracji i odwadniania
stolecznych ulic sprawil,ze dzis przydaloby mi sie wioslo.Warszawa ugina
sie pod ciezarem zywiolu malego deszczyku.
Jeden koles nazywa dyspozytora mistrzem Bostwany,
bo caly czas dostaje od niego kursy na koniec miasta.
Dyspozytor do kolesia, ktory po raz enty sie pyta
o adres :sluchaj stary ,to juz nie jest skleroza, to jest parkinson...
Piatek trzynastego skonczyl sie dla mnie fatalnie,
ale moze bedzie ciekawie.Mialem zwarcie slowne z psami na stacji metra
(pole mokotowskie).Dupki sie przyczepily,ze jechalem na rowerze i to tuz
przy krawedzi peronu...Paranoja! I to w dodatku zaczeli sobie walic w huja
przy mnie!!!!!!!!!!! Po pierwsze trudna nazwac jazda ,gdy stalem
jedna noga na pedale i sie odpychalem jak na hulajnodze przy czym szorowalem
druga noga po ziemi, to wszystko odbywalo sie z "predkoscia" ciut szybsza
niz krok spacerowy czlowieka.Po drugie do krawedzi peronu mialem ze 3 metry
, do tzw. "linii bezpieczenstwa" mialem w zwiazku z tym ze 2 metry.Jak
uslyszalem ,ze juz na miejscu wymyslaja jebane gowniarze jakies niestworzone
bajki to myslalem ,ze ich za moment wepchne pod pociag.Od razu wzialem
jednego faceta na swiadka,zeby sobie suki w kulki nie lecieli.Odmowilem
mandatu za 40 zl ,za rzekoma jazde na rowerze po peronie metra.W zwiazku
z tym szykuje sie kolejna rozprawa w Kolegium ds.wykroczen.
Okolo 358 km zrobilem pierwszego tygodnia w "bikersach"
Namyslam sie ,zreszta w koncu musze w firmie pogadac
o sprawach organizacyjnych tj.ubezpieczenie, umowa o prace itp. Jesli "x-press
bikers" nie zapewni mi tego(bo do tej pory nic nawet nie podpisywalem ,
ot tak pracuje po prostu, musze sie spytac czy kazdy kurier jest na takich
zasadach tzn. pracuje ale nie pracuje...), to bede zmuszony zmienic prace
, bo nie bede pracowal w sumie nieformalnie. Ale to kwestia nadchodzacego
tygodnia.Okaze sie , jesli beda nadal takie "zasady" zatrudnienia to postaram
sie popracowac tylko do pierwszej pensji.A moze jak znajde inna prace ,
to sie przeniose nawet wczesniej.Sie zobaczy...
Po tygodniu moge powiedziec,ze: znam jeszcze lepiej
miasto,poznalem wiele ciekawych "nowych" zakatkow naszej stolicy. Ha ,
wiem ,gdzie swoje siedziby ma kilkanascie firm, przyda sie oczywiscie
na przyszlosc i ta wiedza. Teraz Puszcze Kampinoska moge wciagnac nosem,dajcie
mi tylko rower a objade ja dookola :)
Moj rower wyglada jakby przejechal Rosje wszerz.Kurde,
jak szybko poszly mi klocki hamulcowe,musze jak najszybciej wymienic!
Ominal mnie kurs do Zabek ,ale za to dostalem Wilanow
do Macro w Al.Jerozolimskich...
Jak juz pisalem w firmie W.B.J. pracuje pedal. Dyspozytor
sie pyta : potrzebny ktos do WBJ-otu... nr 12 sie
zglasza.... okej zapisuje ci kursik (chwila milczenia
i ) , ty 12-stka ,a czemu ty tak lubis zjezdzic do WBJ ? Czyzbys pomagal
cos robic panu na pieterku? :)....nie tu sie obsluguje
w recepcji (koles chyba nie byl w temacie i sie z niego nabijali).....o
wy swintuchy, do czego to doszlo , juz w recepcji harcuja ...
Tak ,tak w naszych radiach leca nieraz takie bzury
i paranoje ,ze nie moge kierowac ,bo jedna reka musze sie trzymac za brzuch
ze smiechu. :)
Podpisuje wkrotce umowe.Jezeli pierwsza pensja mnie
w pelni usatysfakcjonuje to popracuje tam do wakacji (?-sam zreszta na
razie nic nie wiem)
Mimo mroznej pogody , w przeciwienstwie do moich
kolegow , mnie bylo cieplo...
Dzis za posrednictwem mojego radia kurierzy z Master
Link zbluzgali naszego dyspozytora ,ze zrobil sie z niego okropny frajer.Nic
nie moglem poradzic :bylo ich 4 + 2 kurierow z mojej firmy :)
Moge powiedziec,ze w stolicy panuje braterska wiez
miedzy kurierami rowerowymi z roznych firm.Nie wspominajac o mowieniu sobie
"czesc",gdy sie mijamy, choc nigdy kolesia w zyciu nie widzialem, to zdarzaja
sie mile sytuacje ,jak np. dzis jeden koles z Master Link'u pomogl mi odszukac
jakas pokrecona uliczke dlugosci paru metrow :) w Srodmiesciu.
Aha! Tak w ogole moj numer sluzbowy to 39.
Dzis mialem pilna przesylke i 15 min na jej dostarczenie.Zszedlem
ponizej 10 min(uf,ale sie zmachalem), to byl na szczescie krotki kurs.
Dzis az 4 razy jechalem metrem, od razu zanizylem
tabele statystyczne z przejechanymi kilometrami w ciagu dnia :)
W koncu zmienilem klocki hamulcowe na Shimano M-System,
jedne z lepszych.Z przodu i z tylu roweru nalepilem takze fluoroscencyjne
paski dla bezpieczenstwa.
Ha, kazdemu kurierowi dziennie przysluguje
jeden kupon na jedzenie wartosci 5 zl, ktory jest takze honorowany w Mc
Donald's. Jak sie tak oszczedzi przez caly tydzien, to w sobote moze byc
calkiem niezla uczta i to bezgotowkowa ! :)
Blee , pokazcie mi paczka a rzygne...W firmie ledwo
przejedlismy ilosc jaka szefostwo zafundowalo.Rekordzista zjadl 10 sztuk
, ja wymieklem po 5.
Kurierzy opowiadali sobie ,gdzie pracuje najbrzydsza
sekretarka.Nie bede wam przytaczal opisow,bo przysnia sie wam koszmary...
Dzis byly urodziny szefa (Dunczyk), w biurze pojawily
sie ciastka, na ktore nie zdazylem , bo zarloki zezarli je nim zdazylem
mrugnac okiem.
Odbilem to sobie.Mialem kurs do Wedel & Pepsi.Co
( zarzad i wytwornia) , gdzie kupilem czekolade za ... 1 zl.Puszka pepsi
z automatu kosztuje tam takze 1zl.Zreszta dostalem za darmo.Moglbym tam
zamieszkac :)
Drugiego tygodnia natrzaskalem okolo 370,24 km
Co za dzien ! Sloneczko , ciepelko a tu... buch i
pierwsza "guma".Coz wymienilem detke i pojechalem dalej , ale po paru kilometrach
z tylniej opony wyskoczyl babel detki.Nareszcie mialem bodziec ,aby kupic
nowe oponki , co tez zrobilem .Nabylem takze zapasowa detke i fajna malusienka
pompke z manometrem,pasujaca do wszystkich typow wentyli (przyda sie w
Gorach Swietokrzyskich , jezeli pojedziemy...).
Apropo zlapanej gumy musze wspomniec raz jeszcze
o bezinteresownej probie pomocy przez kuriera z Master Linku, gdy ten mnie
zobaczyl jak ide z rowerem na piechote.Naprawde bardzo pozytywny klimat,
az milo sie pracuje - pcha rower :)
Dzis jednemu kolesiowi, nie podobalo sie ze jechalem
za daleko od kraweznika.Zaczal trabic, machac rekami , przygazowal udajac
,ze chce mnie rozjechac.Tego bylo za wiele! Postawilem rower na srodku
skrzyzowania (przy "Feminie") i poszedlem do debila.Odwazniak zamknal sie
w srodku.Powiedzialem ,ze albo zawolam policje albo mu zaraz spale tego
grata.Siedzial jak mysz pod miotla , cwaniaczek jeden -sluzbowy samochod
,okularki , wielki fafarafa , ciekawe tylko ,gdzie sie uczyl kodeksu-w
Kazachstanie?Skonczylo sie bezkrwawo:).Po przejechaniu 3 km , jakis drugi
mosio trabil na mnie ,ze skrecam w lewo z lewego pasa.Pewnie jego zdaniem
mialbym to robic z prawego...ech , wiesniak na chamie nr. rej. SDS - to
tlumaczy wszystko.Lecz to nie bylo wszystko, doslownie w chwile pozniej
po skreceniu ,uslyszalem za plecami przerazliwy pisk hamowania,odwracam
sie , a tam dziadek w polonezie, ktoremu sie chyba spieszylo , bo zacza
wszytskich wymijac prawa strona i pewnie w ostatniej chwili zobaczyl mnie.Oj
chyba kupie sobie jakiegos "gana" na ta cholote. W sumie prawie codziennie
znajdzie sie jakis mosio , ktory "nie lubi" rowerzystow , ale dzis po raz
pierwszy w ciagu 15 min bylo ich az trzech - matkojebcy! Huj im w
dupe stalowy!- jak to powiedzial dzis przez radio dyspozytor,gdy sie dowiedzial,ze
jakas zasrana firemka nie zawiadomila o odwolaniu kuriera (chlopak dymal
na prage,ale i tak za to zaplaca...-nie ma lekko , chleb po osiem :)
Dzis odbieralem przesylke z firmy hiszpanskiej.Miala
taka nazwe,ze jezyk mi sie na recepcji poplatal gdy sie o nia pytalem...
Dostalem kurs na ulice Utrata. Istne zadupie za dworcem
wschodnim pare ladnych kiloskow.Aby sie trafic na ta ulice oraz zeby dostac
sie na nia na skroty musialem pokonac z rowerem zilion nasypow kolejowych
na rozjazdach torow i bocznic przed dworcem wchodnim.Co chwila jezdzily
pociagi.Troche dziwnie to wygladalo : miedzy setka torow,gdzies na entym
nasypie maszeruje sobie kurier z rowerem.Coz dyc musi byc porzadna firma!
:)
Zdobylem dzis autografy Krzysztofa Holowczyca i jego
pilota Macieja Wislawskiego, ktorych spotkalem w Mariocie.Widzialem takze
prywatne Subaru Impreza 555 "Holka".Tuz za jego bryka stal inny killabee
samochod - Lancia Delta HF Integrale .Zolty kolorek oraz Ronald Haltzer
Design.Piekny widok dla mych oczu.Samochod jakby wyjety z albumu , raczej
z albumu samochodow rajdowych, z tym ,ze byla to wersja szosowa, tzn. z
normalnym wyposazeniem w srodku auta-pelny komfort w porownaniu ze spartanskimi
rajdowkami.
A tak w ogole to dzis w firmie bylo istna kleska-
wysiadl prad w calym budynku na 1,5 godz.Zero telefonow, zero komputerow
, zero lacznosci z baza. Troche uratowaly sprawe przenosne krotkofalowki
,przez ktore dyspozytor nadawal ,ale tylko w srodmiesciu.Bylo cicho i glucho
wszedzie.Ja na szczescie tuz przed awaria dostalem 4 kursy na Prage i gdy
wracalem wszytsko juz bylo O.K., w zwiazku z tym nie odczulem awarii.
Po godz. 17 dyspozytor ocipial : puszczal nam z radia
jakies przyspiewki goralskie.Ale to normalne , bo w naszej firmie w 50%
pracuja ludzie nienormalni :)
Niedosc ,ze zgubilem 5 zl , to jeszcze na wybojach
z noszaka wypadla mi swiezutka butelka coli wprost pod tylnie kolo
, kupiona za ostatnie 3zl.Moje picie splynelo do studzienki.
Suport mi sie rozkrecil, albo za 20 zl go naprawie
albo sie wnerwie i kupie nowy-aluminiowy.Jutro ciezki dzien - musze sie
przemeczyc na rozklekotanym suporcie , a nienawidze ,gdy cos mi sie telepie.
Ach ten Mariott - dzis przez przypadek zobaczylem
czarnoskorych kolesi z zespolu R&G(moze RnG ?).Wzialem autograf dla
Marzeny.R&G to jeden z "boys bandow" , sa teraz bardzo popularni w
tv.Nawet ja , ktory nie cierpi takich "pederastow" od razu ich poznalem.
Moze dlatego,ze jeden z kolesi ma utlenione wlosy?
Dzis widzialem po raz pierwszy nowe Porsche Boxster
- nowke sztuke , stala na parkingu pod "Panorama" na Witosa.
394,24 kilometry zamknely ten tydzien
Poniedzialki juz chyba maja to do siebie ,ze sa popieprzone.
Jechalem za Tirem z koniami ,ale walilo gownem!
Dzis zaledwie po 17 km pekly mi w rowerze tylnie
poziome widelki .Na szczescie bylem na zadupiu (kolo Okecia) i za 10 zl
jakis blacharz mi podspawal -ciekawe ile wytrzyma? Chyba kupie nowa rame
-moze aluminiowa? Mam namiary do sklepu Giant'a.
Zaraz potem musialem pojechac dokladnie na druga
strone Okecia(do portu handlowego Cargo). Poniewaz mi sie nie chcialo objezdzac
tego dziadostwa ,pojechalem na skroty : do konca ulica Na Skraju, potem
dzialkowymi sciezkami ,nastepnie przez srodek zaoranego pola przejechalem
ubita koleina po kole traktora az pod betonowy plot lotniska, gdzie przeczekalem
chwile az przejedzie patrol lotniskowy.Nastepnie przerzucilem rower na
druga strone plotu , na teren lotniska....Z drugiej strony plotu byl juz
asfalt, ktorym objechalem pas startowy. Po drugiej stronie bylo gorzej
: siatka i potrojny drut kolczasty na gorze.Na szczescie po drugiej stronie
jakis koles robil zdjecia ladujacym samolotom, poprosilem go o pomoc i
jakos przerzucilem rower przez 2,5 metrowe zasieki.Kolejna paczka byla
500 m stad , tyle ze teraz z kolei za torami . Coz tym razem przedzieralem
sie z rowerem miedzy wagonami towarowymi. Ale klimaty....Czego to sie nie
robi dla skrocenia drogi , no i dla dostarczenia przesylki - poswiecenie
jak na Camel Trophy na probie przezycia w buszu :) . Powinienem dostac
nagrode "Pracownik Miesiaca" :).
Nastroj troche mi poprawil Hummer obiezyswiatow z
Florydy stojacy pod Grand Hotelem.Nareszcie sie moglem mu przyjrzec z bliska
- ale bydle !
Ciagle zapominam ... - od tygodnia pracuje u nas
nowy koles z dredami po pas. Gdyby nie blad kolor wygladalby jak Predator.Nieraz
sie z niego "smieje",ze mu sie wlosy w lancuch wkreca :)
Dzis byl "Dzien bez radia" - radiostacja nawalila
z rana , jezdzilismy "po omacku"
W zwiazku z tym laczylismy sie z biurem telefonicznie
z firm. Awaria radiostacji chyba zadowolila dyspozytora ( oszczedzil
troche gardla) , bo gdy przelaczala mnie do niego dziewczyna od nas z biura
mozna bylo uslyszec m.in.: "Kancelaria III Rzeszy , slucham?".Musze sie
przyznac , za "dalem sie nabrac" , bo zamyslony zanim skumalem ,ze to kwas
, przez sekunde sobie pomyslalem - Co , kurde ?
Znowu kurs na zadupie , kury , te sprawy... Ledwo
uszlem z zyciem - o maly wlos jakies "miski" tubylcow by mnie zagryzly...Nabralem
przyspieszenia w pedalowaniu niczym Porsche - 5 sek do setki :)
AFERA: Dzis o godz . 8.03 , przy pawilonach
na Jana Pawla II (tuz za kantorem "Manhatan"), doszlo miedzy mna a jednym
z kierowcow(granatowy polonez) do pyskowki ( nie podobalo mu sie ,ze jade
srodkiem pasa - po pierwsze byly kaluze , po drugie wolno mi), niespodziewanie
ni stad ni zowad ,ze srodkowego pasa jakis dziad z taksowki (niezrzeszonej
w korporacji) , wtracil sie slowami : ej ty czego drzesz ryj , wypierdalaj
na chodnik! Gdy to uslyszalem - nie bede cytowal moich slow , powiedzialem
zeby sie nie wtracal i spierdalal. Dziad zjechal na prawy pas , ja podjechalem
do niego od strony kierowcy.Patrze , a dziadu wyskakuje z auta z lapami
do mnie, zdazylem polozyc rower ( na srodku srodkowego pasa) , a pryk jeden
sie zamachnal ....Ale nim to zrobil juz dostal po ryju ode mnie.Gdy zobaczyl
,ze mam dluzsze rece , przykleil sie do mnie ,zeby nie przyjmowac ciosow
na twarz ( morde).Widowisko trwalo z 5 min , walka ze 3 . "Na pomoc" taksowkarzowi
ruszyl frajer z granatowego poloneza -"zostaw go , zostaw go", kurwa -
pierwszy chyba z lapami wyskoczyl dziad jeden a teraz dostaje obstuk.Zdobylem
"trofeum" -jego czapke z daszkiem , ktora jednym kopniakiem poslalem ,az
na tory tramwajowe. Dziadyga dostal tez flegme na pol szyby i z zakrwawionym
ryjem odjechal.Moje straty to zadrapany nos i ucho - chyba od jego obraczki
(albo raczej byl to jeden z oznakowanych debili), kurtka troche przybrudzona
od jego krwi. Oto numery taksowki: WZD 6272- Polonez Caro ,
kremowy i dziad za kierownica. Poprzez mojego kumpla postaram sie go
namierzyc - niech zbiera na wulkanizatora i komplet nowych szyb...Po poludnia
do firmy zadzwonil frajer z granatowego poloneza ,ale nasz dyspozytor go
splawil. Eh! Wybic matkojebcow co do nogi i kierowcow autobusow takze.
Dzis jeszcze widzialem inne "kulturalne" zachowanie taksowkarza z Taxi
Bialy widzialem na Senatorskiej przy Bankowym , gdzie koles sie wjebal
autem na pasy (czerwono - biale zreszta..) kiedy szli jeszcze po niej ludzie
i jeszcze sie rzucal......Taksowkarze to wredne , jebane gnidy - Huj im
w dupe i to stalowy - jakby to okreslil nasz dyspozytor.
JAKIES WATPLIWOSCI ?: Godzine po "dymie" spotkalem
kumpla ze szkoly sredniej .Oto jego slowa - ZDANIE PIERWSZE : O ! czesc
! prosze , prosze , gdzie sie pracuje.. ZDANIE DRUGIE : slyszalem ,ze was
nie lubia taksowkarze... Jasnowidz , czy
co ?
Dzis sie ochlapalem woda po pas przeprawiajac sie
przez strumien w Wilanowie.
Stuknelo 7000 km ,ktore przejechalem juz na moim
killabee zlomie.
Na odcinku 30 metrow , "niechcacy" skasowalem (zlozylem,wygialem)
lusterka trzem kierowcom stojacym w korkach - he , he ale sie wkurzali...
- chyba mam za szeroka kierownice :)
Przez 40 min czulem sie jak Kaminski ,zdobywajacy
biegun polnocny- przekleta sniezyca-momentalnie na ulicach powstaly kaluze-giganty.
Cholera, w niecaly miesiac poszly klocki hamulcowe.
Coz, co miesiac trzeba bedzie inwestowac 14 zl na nowe. Na razie do poniedzialku
, przerzuce tylnie na miejsce przednich.
Tego tygodnia
364,36 km przeminelo z lancuchem bike'a.
Jak zwykle poniedzialek mam popieprzony...
Dostalem kurs pod Anin , wiec pojechalem PKP.Trzy
kontrole biletow poszly bez bolu, za to w drodze powrotnej znalazl sie
upierdliwy buras.No ale , gdy tylko wysiedlismy na Wschodniej i wyszlismy
na zewnatrz dworca w kierunku Komisariatu czy tez biura kierownika kanarow,
wsiadlem na rower i spokojnie zniklem frajerowi z oczu w sniezycy (ale
padalo! - momentalnie bylem bialy jak balwan).Moja rada- nie przejezdzajcie
nigdy w Wa-wie pociagiem choc jednej stacji bez biletu!Kanarow w jednym
pociagu jak psow ,na dodatek same zule.
W drodze do centrum , tuz za tunelem WZ , od tylu
pacnal we mnie koles lusterkiem , ktory jechal z zilion na godzine.Buras
z fiesty (SNX) nawet sie nie zatrzymal.Dorwalem go w na swiatlach przy
pl.Bankowym.Ale poniewaz mnie sie nic nie stalo (strzal przyjalem na kierownice)
, kierownica nawet na milimetr sie nie zgiela , bylo w tym ciut mojej winy
(za gwaltownie ominalem kaluze), odpuscilem mu.Powiedzialem ,ze spisalem
numery i ide po policje na druga strone skrzyzowania.Ciekawe , ile frajer
czekal ? He,he.
Ostatni kurs ok. 17.20 dostalem z Szucha(plac
Unii) na Zamoyskiego (bliska praga).Przesylka miala byc dostarczona do
18.00 . W polowie drogi okazalo sie ,ze musze sie wrocic bo koles nie wlozyl
czegos do koperty.Gdy juz sie wrocilem i dostalem ten papierek mialem 14
min na dojazd na prage. Przesylke dosrczylem o 17.59.... Gnalem predkoscia
karetki na sygnale.Na zakonczenie dnia tak sie zachetalem jakbym sam zaoral
pole - chyba sam Zenon Jaskula by mnie nie dogonil :). W czasie tego "poscigu"
stracilem jeszcze chwile na klotnie z burasem ( rej. ODN -he , he ) z malucha
, ktory zajechal mi droge. Gdybym sie nie spieszyl, napewno doszlo by do
rekoczynow ( koles byl bardzo bojowy , jak na wiesniaka ostro fikal).A
policjant , ktory stal 5 m dalej powiedzial tylko "..wezcie stad jedzcie
obaj , bo za chwile bedzie jechala kawalkada rzadowek..."
Eh. Zblaklem dzis gdy zobaczylem ,ze przesylka ,ktora
odbieralem z Plowieckiej (Ostrobramska/Grochowska) okazala sie gabka do
mycia ciala...
"Zachorzalem" , zwolnilem sie z pracy po jednym kursie.
To byl bardzo przyjemny tydzien - 159,06 km.
Mimo,ze jestem od dawna przyzwyczajony do braku wyobrazni
kierowcow, czasami nawet ja zastanawiam sie czy warto ryzykowac 10 godz.
jezdzac wsrod kierowcow-zabojcow.Dzis poczulem powiew "smierci" , gdyby
nie szybka reakcja (hamowanie) kto wie czy aktualizowlabym teraz ten dzial...W
zderzeniu z wariatem lamiacym wszytskie przepisy pedzacym ze 130 km/h ,
nawet kask by mi nie pomogl - gdybym go mial...
Ale bylo zbiegowisko na Marszalkowskiej przy nowce
sztuce - Porsche Boxster , czerwone na warszawskich numerach.
Mialem odbior przesylki z ul.Pulawskiej 599a
...
Oddalem rower na wymiane suportu.Wymienie takze zebatki
na aluminiowe.Podspawalem tez rumaka po zdjeciu starej zebatki , w miejscu
wczesniej niedostepnym.Jutro bede sie przez pare godzin rozbijal "tajwanem"
Przemka.
Dzis przez 3/4 dnia cierpialem na sztywnym bike'u
Mlodego.Mialem mu oddac rower o 10 a oddalem dopiero ok. 14.30 .Obrazil
sie troche :) -coz nie moja wina, ze dostalemWilanow... Mlody zagrozil
,ze nastepnym razem nawet jak mi rower peknie na pol to i tak mi nie pozyczy
swojego :).
Mam nowy suport i korbowod.Teraz nawet nie mam pol
mikrona luzu na mechanizmie , czemu? - szczegoly w "Danych Technicznych".
W metrze zlosliwy kanar wlepil mi "mandat" za jazde
na gape + kara za rower. He, he moga se wysylac bezmozdza jedne...na adres
jakiegos frajera...
Ale byla zadyma po Ministerstwem Finansow! Petardy
, kupa dymu , dziki tlum itp. itd.
Deszcz, snieg , grad - spoko , ale z wiatrem precz
! Jadac ul. Tamka pod gore , pod wiatr ( a raczej wichure ze sniegiem)
takze , nagly boczny podmuch doslownie zdmuchnal mnie na chodnik ( kraweznika
nie bylo). Paru z nas myslalo aby zastosowac zagiel.
Dzis z rana w biurze jeden koles rozluznil wszytskich
.Apropo gadki o pracy itp. koles zaczal spiewac (chyba "Perfect") : "Znowu
w zyciu mi sie nie powiodlo..., chcialbym zapasc w wielki sen..."
- Eh, po prostu kretyni :)
Paranoiczne przesylki - najpierw w "Mercedesie" okazalo
sie,ze adresat pracuje na pradze w "merolu" ( ale bryki... m.in. merol
za 2 mld 670 mln... eh...).
Potem adresat byl nie obecny.Mial "warsztat" samochodowy
, ktory z wygladu przypominal dwa kurniki... zreszta okolica (praga...)
tez wygladala jak rumunska wioska.
Przez 30 km ,z nudow Mateusz dotrzymywal mi towarzystwa.
322,59 km -To by bylo na tyle w tym tygodniu.
Wymienilem zdarty na maxa lancuch.Stary lancuch wydluzyl
sie az o jedno ogniwo, czyli o ponad 1 centymetr !
Na miescie spotkalem sie z dwoma kurierami.Pozalilem
sie troche,ze mi lancuch sie "slizga".Na to jeden odparl,ze jezdzi z peknieta
tylnia oska i rama , a drugi ,ze chyba ma zlamany obojczyk...Tak - kurierzy
to spartanski "narod" :)
Spedzilem ponad 90 min na peronie dworca centralnego
w oczekiwaniu na spozniony pociag , z ktorego mialem odebrac przesylke.Zmarzlem
tam jak cholera - coz, wazne,ze za kazdy kwadrans czekania leci mi kasa
do kieszeni.
Prawdopodobnie moja "kariera" kuriera bedzie trwala
do konca miesiaca.
Mialem kurs na Brzeska, w zwiazku z czym mialem sie
na bacznosci :)
Zmienilem wielotryb z tylu-nareszcie z nowu moge
jezdzic na max obrotach
Jakas sprzataczka w jednej z firm na Pradze (wiek
ok.75 lat:) wziela mnie za kominiarza (bo jestem ubrany na czarno) , pozniej
jednak stwierdzila przy pomocy kolezanki,ze sa teraz rozne grupy mlodziezy
i pewnie przynaleze do ktorejs z nich. EH !!! :)
Na skrzyzowaniu Jean Paul'a z Anielewicza smieciara
(liaz) walnela prostopadle w dziadka w maluchu.Przedni zderzak liaza byl
na wysokosci glowy kierowcy...Poszly sie jebac szyby w maluchu no i blacha.Smieciara
wyszla z kraksy bez zadrapania.
A w minute pozniej kierowca autobusu 406 chcac ominac
kolizje, uszkodzil babie w Hondzie lusterko.Poniewaz, zaden z pasazerow
nie chcial byc swiadkiem (ciemnogrod...), z litosci ja nim "zostalem" ,
chociaz nic nie widzialem ... :)
Dzis na polecenie nadawcy musialem zrobic DESTROY
przesylki.He , he - spalilem ja. :)
W firmie jezdzi kurier - dluzej ode mnie - wiek ok.
30 lat , na niebieskim rowerze a la Wagant, z lustereczkiem. Kurier ten
slynie z dostojnej jazdy :).Chlopaki nazywaja go "Sapacz" lub "Zolwik"
:)
Zauwazylem wzmozony ruch harcerzy w miescie - moze
ktos mi powie z jakiej okazji po Warszawie wlocza sie umundurowane bandy
w rajtuzach i z kijami ?
Bylem na ul.Wirazowej - port lotniczy Cargo - poniewaz
nie moglem dobrze sie polaczyc z biurem - dyspozytor "kazal" mi wlezc na
drzewo :). Podobno juz kiedys jakis kurier nadawal z drzewa z ul. Szyszkowej....
A z rana cwaniaki chieli mi dac na "Prazke" - taki
kursik na rozgrzewke. Ha - wysmialem ich przez radio.Dzien wczesniej bylem
wieczorem w biurze i widzialem ta koperte pod Falenice - ladna mi "Prazka"...Powiedzialem,zeby
jakis nowy kurier dotarl rower.
Na jednym z podworek w okolicach Grojeckiej jadlem
sobie sniadanko, umilane "muzyka" plynaca z jednego z okien. Milano, Shazza
- te klimaty ktos dawal na cale podworko...
Rowne 340 km przebyl bieznik na moich oponach w tym
tygodniu :).
Stuknelo 8000 km na moim liczniku !
Dzis zrobilem absolutny rekord powrotu z Pragi (ul.Marsa)
do centrum - niecale 15 min!!!! Jechalem stala predkoscia za autobusem
, ktory niezle grzal. Odnotowana predkosc maksymalna to 59.9 km/h.
Ale to nic.Koles na kolarce ostatnio wywalil sie
i uszkodzil obojczyk jadac za zukiem z predkoscia 75 km/h.Jego zyciowy
rekord predkosci to 95 km/h po plaskim za polonezem. Tyle samo wycisnal
z gorki, ale zabraklo mu przelozenia...
Dwoch kolesi opowiadalo troche o roznych sytuacjach.Jednego
ostatnio w "kanapke" chcieli wziac kierowcy autobusow, ktorzy sie zgadali
na swiatlach.He, he koles na kolarce (ten od obojczyka) zwial im juz przy
50 km/h.Nie mieli szans zlomskimi ikarusami.Drugi natomiast mieszka w Falenicy
i czesto jezdzi do domu za autobusem 520.Trafiaja sie kierowcy bardzo zyczliwi,
ostatnio, gdy sie podczepil pod 520 , kierowca przed kazdym przystankiem
ostrzegal go swiatlami o hamowaniu. Az nie do wiary...Drugi natomiast lubi
jezdzic za tirami, czesto najpierw patrzy na twarz kierowcy, potem mu pokazuje
swoj zamiar jazdy za ciezarowka.Gdy kierowca z usmiechem sie godzi, jedzie
najwyzej 60 km/h i ostrzega go przed super dolami na drodze...
Z okazji sloneczka dzis pierwszy raz jezdzilem w
zoltej firmowej koszulce.
Slonce tak przygrzalo, ze jezdzilem w krotkich spodenkach
i koszulce.
W jakiejs niemieckiej firmie jakis koles cos sciemnial
z przesylka.Dyspozytor poslal kurierowi wskazowki dotyczace postepowania
cyt.:"pompka, zapieciem i z grzywy , jakby piszczal to krzyknij "ruhig"!
".
Ostatni kurs jaki wykonalem to wiozlem kluczyki od
samochodu naszego boss'a-zalozyciela firmy od jego zonki, u ktorej je zostawil
.
Taaaak ! To by bylo na tyle...Zrzucam
kurierskie "kajdany" - stroj , plecak, radio.Pod bandera X-Press Bikers
przemierzylem po ulicach naszego miasta , czasami nawet prawie juz "niemiasta"
:) blisko
2500 km
To bylo bardzo ciekawe doswiadczenie, z ktorego wynioslem
troche korzysci:
- Warszawe mam prawie w malym palcu :)
- Znam siedziby dziesiatek firm
- Urosly mi lydki :)
- Mam orientacje w jakim czasie mozna przebyc
dany odcinek w miescie z dokladnoscia do 5 min :)
- Zahartowalem cialo- bez wzgledu na okolicznosci
i przeciwnosci uparcie przec do przodu
- Rower zyskal lepsze czesci
- Wieksze doswiadczenie w poruszaniu sie po dzungli(Warszawie)
wsrod dzikich zwierzat(kierowcow)
- Swiadomosc ,ze rower to naprawde piekna rzecz!!!
- Co jeszcze? To sie okaze .