|
Przebudzenie
Szepty ! Skrzyżowanie szeptów ze szmerami. Szepty które doprowadzają mnie do straszliwego strachu.
Jestem
sparaliżowany gdy nadchodzą, a nadchodzą zawsze.
Padam
twarzą na podłogę i wyje ze strachu.
Otwieram
wódkę i trzymając ja dwoma rękoma nalewam do polowy.
Romek zmarł jak miał 27 lat. On nas już na pewno nie słyszy . napisał to Zeit.
Moja droga ...
Jestem alkoholikiem, mam na imię... To nie jest najważniejsze jak mam na imię. Moja droga do Wspólnoty, do trzeźwości, do Boga (tak jak ja Go pojmuję) była trudna, bardzo trudna ... Piętnaście lat picia, cztery razy wariatkowo, anticole, esperale, więzienie, liczne przysięgi, że już nigdy więcej ... Przysięgi składane żonie, bliskim znajomym ... Przysięgi, w które czasami sam wierzyłem. Od dawna już nie kierowałem swoim życiem (czy kiedykolwiek kierowałem?), nie mówiąc już o bezsilności. Walczyłem jednak ... zaciekle walczyłem. Kurde! – mówiłem sobie, to nie może być tak, że wóda będzie mną rządzić i za każdym razem przeistaczać mnie w pożałowania godnego potworka. Ja muszę nad nią zapanować! I piłem dalej ... Na nic zdawały się prośby, a potem groźby żony, że mnie zostawi, zabierze dziecko. Na nic ostrzenia przełożonych. Zamiast spodziewanego splendoru przysparzałem firmie coraz więcej zmartwień. Nic to – myślałem. Teraz to już tak popracuję, tak wam wszystkim pokaże jak się pracuje, że nie pozostanie wam nic innego jak mnie przeprosić, odpowiednio wynagrodzić, przypiąć medal i awansować. Pracowałem więc po dziesięć, dwanaście, szesnaście godzin na dobę, z rzadka pojawiając się w domu. Im też wynagrodzę – myślałem o domownikach. Zupełnie zapomniałem, że dokładnie tak samo mówiłem podczas ostatniego wychodzenia z ciągu. Pracowałem, pracowałem, pracowałem obrastając w pychę, arogancję i wszechwiedze na każdy temat. Pewien byłem że moje uzależnienie nie jest chorobą. Po co więc się leczyć, skoro nie jestem chory??? Bylebym nie pił tego ostatniego, bo znowu obudzę się w zasikanych spodniach, w obcym mieszkaniu a ostatnio nawet w obcym mieście (konkretnie w Kutnie, w środku Wigilii). Mitingi ??? A po cóż mi mitingi, skoro to jest sekta, towarzystwo wzajemnej adoracji, w blasku świecy załatwiające swoje interesy. Mówią coś o Bogu, programie 12 – stu kroków, nowym życiu ... Nawiedzeni jacyś. Po co do tego mieszać Boga? Już dawno o Nim zapomniałem, a zresztą do czegóż mi ten Bóg był potrzebny? Do połajanek, kazań, pokuty, modlitwy. Po co mi to wszystko? Ja jestem wolny człowiek i mogę wszystko! Bylebym nie pił tego ostatniego, bylebym nie pił tego ostatniego ... Pracowałem więc i pracowałem a orderów jakoś nie było widać. Cóż ... trzeba się jakoś samemu wynagrodzić i cierpliwie czekać. Spróbowałem więc jednego, niewinnego drinka ... Przez dwa tygodnie świat leżał u mych stóp, za następne dwa... ja leżałem ... Brudny, odrażający, sponiewierany ... Nawet nie zauważyłem kiedy odeszła ode mnie żona z ukochana córką. Tym razem na zawsze. To wszystko nic. Żyłem przecież i jednak utrzymałem pracę! No, to teraz już naprawdę wszystkim wam pokaże! Bylebym nie pił tego ostatniego. Ostatniego? Zanim go wypiłem, to był przecież przedostatni ... Zaraz, zaraz ... Coś tam mówili o tym na mitingach. Może by tak wrócić do nich, posłuchać ... Ale 90 mitingów w 90 dni ??? nie miałem na to ani ochoty ani tym bardziej czasu, bo długi zaczęły rosnąć lawinowo. Chciałem jak najszybciej wyjść na prostą no i medale mi się śniły, awanse ... Jeden mi nie powinien zaszkodzić ... Mała lampeczka wina cin – cin. Co za rozkosz ... Po miesiącu oczom mym ukazał się przerażający widok. Pokój zasłany wszelkiego rodzaju szkłem: butelki, buteleczki, kieliszki, szklanki, talerzyki z niedojedzonym żarciem. Do toalety i zlewozmywaka w kuchni wydeptana była jedynie dróżka, podobna do leśnej. I SMRÓD! Niesamowity wprost fetor! Spojrzałem jeszcze w zakurzone lustro ... To nie byłem ja !!! To nie mogłem być ja ! A JEDNAK TO BYŁEM JA !!! Praca ? Pracy już dawno nie było! Pozwolono mi odejść za obopólnym porozumieniem. Nie mogłem utrzymać długopisu pisząc podanie o zwolnienie. Zrobiono to za mnie. Wypłacono wszelkie należne i nienależne pieniądze i ... Pa, pa ... No to teraz nie miałem po co i dla kogo żyć, ale skoro miałem pieniądze ... Jeden, tylko jeden, abym złapał ten promyczek nadziei ... Ostatnie trzy lata picia to błyskawiczny zjazd w dół ... KU ŚMIERCI ... to białe, koszmarne noce, beznadziejne, bezmyślne dni to zwidy i omamy słuchowe i wzrokowe. Nie da się tego opisać ani zapomnieć. NIE MOGŁEM PRZESTAĆ PIĆ! Bałem się śmierci, bałem się ludzi, bałem się siebie ... wszystkiego się bałem ... W między czasie wyłączono mi prąd, wyniesiono z mieszkania wszystko co dało się spieniężyć, wybito szybę w największym oknie, odcięto dopływ gazu ... UMIERAŁEM ... Powoli ale metodycznie. Dość dobrze poruszałem się nocami po ciemnym mieszkaniu chcąc uniknąć zwidów i nocnych koszmarów. Szybę zakleiłem jakąś folia i przylepcem. Przy większym podmuchu kikuty szklane wydzwaniały śmiertelna pieśń ... Dopijałem swych dni ... Przerażająco samotny, opuszczony przez wszystkich ... Przez wszystkich ??? Ciągle jeszcze żyłem. Choć nie miało to wszystko sensu. Ocknąłem się w szpitalu na oddziale neurologicznym, owinięty niezliczoną ilością przewodów doprowadzających życiodajne płyny. Nie mogłem się poruszyć, wypowiedzieć słowa ... byłem sparaliżowany. Córka, jakimś cudem znalazłwszy się przy moim łóżku (aby się pożegnać z ojcem) powie mi później: tato, to nie byłeś ty. Tam COŚ leżało ... Diagnoza lekarzy była jednoznaczna: „jeśli przeżyje, to do końca życia wózek inwalidzki ...” PRZEŻYŁEM ... ŻYCJĘ ... CHCE MI SIĘ ŻYĆ! Obywam się bez wózka ... Tańczę, choć nie umiem ... Początki tego mojego nowego, dziś cudownego życia nie były łatwe. Postanowiłem jednak spróbować raz jeszcze szansy jaką mi dano. Kto mi ją dał? Z wielką nieśmiałością, nieufnością, bez wiary, ale już skruszony, z pomocą starego przyjaciela ponownie zapukałem do bram WSPÓLNOTY ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW. Tej bramy tak naprawdę nikt przede mną nie zamykał. To przecież ja dobrowolnie przestałem przychodzić. A teraz: alkohol rzucił mnie na obydwa kolana. Jakże inne były te ponownie pierwsze mitigi. Już nie krytykowałem, nie oceniałem, nie zazdrościłem, starałem się nie komentować. Nabrałem wody w usta i ... słuchałem, słuchałem, słuchałem. Półtora roku trwało zanim szczerze powiedział głośno JESTEM ALKOHOLIKIEM. CZUŁEM TO CAŁYM SOBĄ ! O dziwo! Nic mi od tego nie ubywało. Wręcz przeciwnie, na gruzach własnej bezsilności zacząłem budować swoje nowe życie. Bezsilność to moja baza. Budulcem są doświadczenia moich przyjaciół, którzy mówiąc o sobie – mówią o mnie. Odkryłem ze zdziwieniem, że WSPÓLNOTA ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW to jedyne miejsce na świecie gdzie tak naprawdę nie jest ważny mój wiek, ilość fakultetów, status materialny, kolor skóry, czy wyznawana wiara. Nic nie jest ważne. Więc co jest ważne? CZŁOWIEK. To wszystko. MAŁO? Mnie w zupełności wystarcza bycie człowiekiem. Innym człowiekiem ... lepszym? Nie mnie to oceniać. Ale widzą to inni, a ja dopiero teraz czuję, że żyję. Ruszyłem uczciwie z programem 12 kroków. Znalazłem sponsora. Bez jego cierpliwości, wyrozumiałości, tolerancji, wytrwałości, bardzo szybko mógłbym zboczyć, zakłamać, zwątpić, stanąć w miejscu lub zawrócić z drogi. Tymczasem program 12 kroków odkrywa przede mną ... mnie samego. Prawdziwego, autentycznego. Czasami boli, wstydzę się, i popadam w zadumę, miewam wątpliwości. Wówczas jednak jak bumerang wraca do mnie ten pierwszy, niewinny kieliszek. „No napij się – szepcze. To takie dobre ...” A poranne kace, trzęsionki, zwidy, omamy? A ból i cierpienia żony, najbliższych? A myśli samobójcze? A samotność? Wspólnota A/A i program 12 kroków mówią jasno: Chcesz – pij. Chcesz nie pić i żyć coraz lepiej, pełniej, godniej – przyjdź, czekamy na Ciebie. Program 12 kroków, któremu się poddałem to według mnie gruntowna zmiana, zmieniło mi się pod sufitem, czyli w głowie o sto osiemdziesiąt stopni. Wspólnota otworzyła mi oczy na nowe, dawno już zapomniane wartości. Otworzyła moja zapitą już na amen duszę i karmi ją miłością jakiej dotąd nie znałem. Miłość – tak nie dawno jeszcze to była dla mnie kobieta i seks na różne możliwe sposoby. Nic więcej. Program proponuje mi, sugeruje zwrócenie baczniejszej uwagi na moją własna osobę przy jednoczesnym wyzbywaniu się egocentryzmu, egoizmu, pychy, zarozumialstwa ... Nigdy nie uwierzył bym że to wszystko może być moim udziałem. A jednak to działa! Jakże cudownie jest kłaść się spać z naprawdę czystym sumieniem. W poczuciu, że udało mi się znowu nikogo nie zranić, nie skrzywdzić, nie okraść z niczego. Mieszkam sam (jeśli nie liczyć moich papug), ale dziś ani przez chwilę nie odczuwam samotności. Mam cudowny kontakt z córką, choć nie widzimy się tak często jakbym chciał. Program pokazuje mi, że nie jestem pępkiem świata i choćbym się zes ... (O!Pardon) to tego świata nie zmienię. Z resztą, ja go wcale nie chce zmieniać. Świat jest piękny i nie ma złych ludzi. Bywają złe uczynki, lecz ja mogę dziś nie brać w nich udziału. Nikomu nie robię łaski, że żyję. Otoczyłem się naprawdę sporą gromadką wspaniałych ludzi, nie tylko alkoholików choć to oni są w większości. Nie ma siły – zawsze ktoś z nich znajdzie chwilkę aby się ze mną zobaczyć, zadzwonić, pogadać. Świadomość, że oto naprawdę nie jestem sam, że ktoś na mnie czeka, że ktoś się mną autentycznie i bezinteresownie opiekuje, że ktoś czeka na mój list, z radością wita każdy mój telefon ... To wszystko sprawia, że każdy nowy dzień wita jako dar ... niebios. Mam wątpliwości czy zasługuje na to wszystko, ale chyba tak, skoro dostaję ... za darmo dostaję. Czasami jestem tak pełen optymizmu, wiary, nadziei, że aby nie pęknąć z tej radości ( a może pychy? O! Kurcze ...) sam szukam ludzi o których wiem, że może by im źle, mogą akurat mieć dziś dołek, czuć się samotnie, potrzebować wsparcia ... I wszystko się wyrównuje. Jest super. Oczywiście, powinienem być ostrożny by nie wejść na minę ... Życie pełne jest zaskakujących sytuacji. Dlatego właśnie chodzę na mitingi i słucham, słucham, słucham ... Zadziwiające, że Wspólnota nasza działa dzisiaj w ponad stu osiemdziesięciu krajach i wszędzie działa ten sam program. Program 12 kroków. Już dwukrotnie miałem przyjemność doświadczyć niesamowitej wartości programu podczas międzynarodowych zlotów radości. Poruszałem się wśród różnojęzycznego tłumu i często ocierałem łzy.Łzy radości, szczęścia, wzruszenia ... Nie potrzebowałem tłumacza, albowiem językiem dominującym był JĘZYK MIŁOŚCI.Któż zatem tym wszystkim kieruje? Kto sprawił, że niemożliwe stało się możliwe? Któż natchnął założycieli naszej Wspólnoty BILLA I BOBA ? Dziś nie mam już żadnych wątpliwości. To BÓG, tak ja go pojmuję sprawił, że odzyskałem nadzieję, wiarę, miłość ... Żadne słowa nie są w stanie oddać tego co tak naprawdę czuje w środku, gdzieś tam w głębi duszy. Świadom jestem ogromu pracy jaka mnie jeszcze czeka, chociażby w zadośćuczynieniu, zwłaszcza najbliższym, bo to ich, oprócz siebie skrzywdziłem najbardziej. Nie uciekam już od tego. Z POKORĄ przyjmuje każdą porażkę. Zgadzam się na ... siebie. Owa praca. Praca nad sobą przynosi mi każdego dnia ogrom satysfakcji. Przyjmijcie, drodzy przyjaciele, gdziekolwiek jesteście słowa wdzięczności za nowe życie. Nie zamieniłbym go najbardziej upojna noc z tamtego okresu. Cóż ... jestem alkoholikiem, nie wstydzę się swojej choroby, mam na imię: Piotr, Marek, Paweł, Krzysztof, Józiek, Rysiek, Waldek, Wiesiek ... Jest nas wielu, bardzo wielu ... POGODY DUCHA !
|