|
Mój pierwszy raz.
- Ręce drżące,
niespokojne,
- w sercu buchający
ogień,
- w gardle wielka
bryła lodu,
- w oczach błyski
wielkich zwątpień.
- Nagle uśmiech -
jeden, drugi,
- burza braw i
ciepłe słowa,
- dotyk ręki -
wszystko dla mnie
- bym zechciała żyć
od nowa.
- I poczułam, jak
topnieję
- słabnie w sercu
burz zawieja,
- po cichutku,
zamiast szału
- sączy we mnie się
nadzieja.
- Na niej postawiłam
wiarę;
- potem miłość i
pokorę,
- dokładałam cal po
calu
- Waszą przyjaźń,
dobrą wolę.
- Dzięki Wam do dziś
buduję
- upragniony dom
trzeźwości,
- a w mym sercu, jak
w kominku
- sypią się iskry
wdzięczności.
-
- Dziękuję.
-
Dziękuję Wam, że
jesteście
i w mym sercu rodzicie nadzieję.
Jestem wdzięczna Wam za otuchę
i za to, że dziś się śmieję.
-
- Dziękuję za ciepłe
słowa
gest sympatii, podanie ręki,
za te szczere, nawet bolesne,
też Wam składam serdeczne dzięki.
- Potrzebuję tego
jak tlenu
co nam zsyła na ziemi istnienie
i jak podróżny na pustyni - wody,
aby ugasić palące pragnienie.
Dzięki Wam, zwykłym
ludziom
dziś już mówię to nie skrycie
wiem, co znaczy przyjaciel
wiem, co znaczy życie.
- Kromka chleba ma
dziś smak żyta
jabłko - jabłkiem jest, a nie fermentem
taniec - siłą mojej radości
noc przestała być głuchym zamętem.
-
- Za ten smak, za
ten czuły zapach
dziś właśnie wam dziękuję.
I choć wiele boleści w sercu
Niczego nie żałuję.
- Ożyj.
-
- Umierałeś tysiąc razy
- za rodaków, za ojczyznę,
- kiedy przetrzeźwiałeś nieco
- zobaczyłeś krwawą bliznę.
-
- Umierałeś tysiąc razy
- za przyjaciół i za wroga,
- kiedy przetrzeźwiałeś nieco,
- wokół była tylko trwoga.
- Umierałeś tysiąc razy
- za cholerną tę gorzałę,
- co Ci wczoraj przynosiła
- radość, doskonałość, chwałę.
- Umierałeś tysiąc razy
- za rodzinę swą " nikczemną ",
- kiedy przetrzeźwiałeś trochę
- pytasz " Czemu nikt nie został ze mną "?
- Umierałeś tysiąc razy,
- otworzyłeś piekła bramy,
- aby zamknąć swoją duszę,
- ten haniebny żywot cały.
- Umierałeś tysiąc razy -
- jednak się
znalazłeś w niebie,
- gdy podałeś innym rękę
- mówiąc " Chcę trzeźwieć za siebie
Drugi
człowiek
- Tak niedawno pamiętam
- flaszka stała na górze,
- tak działo się, tak było - jakkolwiek,
- i przez myśl by nie przeszło,
- że do szczęścia potrzebna
- nie flaszka była - tylko drugi człowiek.
- Kiedy mózg na połowy
- dosłownie się łamał,
- aby móc wymyślić cokolwiek,
- marzyła się flaszka
- jako " środek złoty " -
- teraz wystarczy drugi człowiek.
- Kiedy ciało rozedrgane
- domagało się pieszczoty,
- by je dotknął, by je musnął ktokolwiek,
- marzyła się flaszka
- jako " środek złoty "
- teraz wystarczy drugi człowiek.
- Kiedy serce ściskało się
- z żalu i tęsknoty,
- jakby chciało ulecieć gdziekolwiek,
- marzyła się flaszka
- jako " środek złoty " -
- teraz wystarczy drugi człowiek.
- Zapamiętać to muszę
- i żyć tak pokornie,
- by to nie wróciło kiedykolwiek,
- by nie flaszka się marzyła
- jako " środek złoty " -
- by na zawsze wystarczył drugi człowiek.
powrót do
strony głównej
|
Chodź do nas
- Splecione ręce przy długim stole
- blask świecy bijący z oddali.
- Tylko w Tobie się buntuje
- zagubione, smutne serce
- i na los parszywy się żali.
- Uśmiechy serdeczne i trzeźwe spojrzenia
- i modlitwy, słowa pokorne
- tylko w Tobie wciąż się iskrzy
- fałszywa nadzieja
- i zdradliwy bunt " To nie o mnie "
- Ulgi ciche westchnienie,
- że to mamy za sobą -
- te trzęsące się ręce i serce.
- Tylko Ty ciągle walczysz
- ciągle liczysz na siebie
- pozostając w cierpieniu i męce.
-
- Porzuć bunt i rozterkę
- usiądź z nami przy stole
- uwierz - sam tego nie pokonasz.
- Daj drugiemu swą rękę
- i posłuchaj jego serca,
- które mówi po prostu "Chodź do nas ".
-
- Spadałam
-
- Spadałam w dół, coraz niżej,
- nie było żadnej gałęzi,
- aby się złapać, przytrzymać
- i serca dłużej nie więzić.
- Wciągał mnie wir potężny
- w coraz ciemniejsze otchłanie
- gdzie coraz większe nieszczęścia,
- gdzie coraz szybsze konanie.
- Grzęzłam w tym bagnie po uszy,
- lecz ciągle wierzyłam przecież,
- że wyjdę jednak na powierzchnię,
- pokażę Wam, czego nie wiecie.
- I spadałam, zraniona, zbolała,
- nie miałam już głowy ni serca
- i wtedy poczułam, że nagle,
- " Chcę żyć " - to myśl najgorętsza.
- Pokornie schyliłam więc głowę
- w modlitwy oddałam się słowa
- z błaganiem się do Was zwróciłam
- i żyję i kocham od nowa.
- Nie żałuję.
-
- Nie, nie żałuję
- tych pijanych nocy w bezsenności -
- teraz mogę docenić przecież ,
- ile we śnie spokojnym jest radości.
- Nie , nie żałuję
- nawet tego, że ludziom dokuczyłam
- teraz bowiem , ucząc się trzeźwości
- też miłości się do nich nauczyłam.
-
- Nie , nie żałuję
- swoich czynów pijanych , bezsensownych ,
- teraz bowiem o nich pamiętając
- mogę robić tyle rzeczy cudownych.
- Nie , nie żałuję
- swego dna , co dotknęłam go lepką ręką
- teraz mogę cieszyć się , że jestem
- teraz mogę odkryć życia piękno.
- Uwierzyłam.
-
- Uwierzyłam Wam , trudno było,
- ale czas pokazał Wasze racje,
- że należy się poddać i zaufać,
- aby zmienić pijaną stagnację.
-
- Uwierzyłam , nie miałam wyjścia,
- jeśli chciałam swe życie pozmieniać,
- gdy już siły mi nie starczało,
- gdy nie chciałam samotnie umierać.
-
- Uwierzyłam Wam całym sercem
- uwierzyłam i w myśli i w słowa,
- chcę podążać za Wami do końca,
- chcę nauczyć się żyć od nowa.
-
- c.d.n
-
|