Uprawnienia do jazdy na rowerze,

czyli

kto ma prawo grać w Mistrzostwach Polski Juniorów

Czy dla jazdy rowerem potrzebne jest zezwolenie? Był czas, gdy dla tak niewinnej rozrywki potrzebne było specjalne zezwolenie, będące potwierdzeniem znajomości przepisów kodeksu drogowego. Troska władz o bezpieczeństwo użytkowników szła tak daleko, że cykliści musieli wkuwać na pamięć zasady ruchu drogowego i następnie zdawać egzamin. Jazda bez zezwolenia mogła zakończyć się mandatem.
Dzisiaj nawet jazda bardzo szybkim samochodem nie wymaga przesadnej znajomości przepisów, jeśli sądzić po liczbie kierowców przekraczających swobodnie linię ciągłą, zajeżdzających drogę innym użytkownikom dróg, bądź przejeżdzających skrzyżowanie na czerwonym świetle. Troska władz już nie idzie tak daleko, by chronić obywateli przed nimi samymi.
Czy na grę w szachy potrzebne jest zezwolenie? Był czas, gdy władze twierdziły, że szachiści, aby zasłużyć na swe dumne miano, muszą być zrzeszeni w którymś z licznych wówczas klubów. Troska władz była tak wielka, że niezrzeszonym groziło niedopuszczenie do rozgrywek, gdyż mogli oni "obniżyć poziom gry szachowej w kraju".
Z czasem odstąpiono od tego pomysłu, gdyż zaczęło brakować klubów mogących sprostać napływowi chętnych. Kogóż w rządzie czy w sejmie - myśleliśmy - może w końcu obchodzić, gdzie grają szachiści...
Jednak okazuje się, że obchodzi i to bardzo. Uważni czytelnicy działu ogłoszeń Polskiego Związku Szachowego dowiedzieli się przed paroma tygodniami, że dzieci nie mogą grać w szachy w sposób niezdyscyplinowany. Dumny zapis głosi: Tylko członkowie klubów szachowych, posiadających osobowość prawną będą dopuszczeni do Mistrzostw Polski Juniorów! Od dziś rodzice muszą zakładać firmy, aby zapewnić swemu potomstwu godne warunki gry. Osobowość prawna, konto w banku, wszystko to ma spowodować, że ewentualni sponsorzy będą w stanie sprawdzić wiarygodność przedsięwzięcia, przed podjęciem decyzji o inwestycji w dziecko. W szachy nie będzie grał byle kto! Co więcej, na pewno wzrosną wpływy z podatków, gdyż jak wiemy, szachy dziecięce cieszą się rosnącą popularnością. Już nie wystarczy sprawność umysłowa, niekaralność i posiadanie obywatelskich praw, należy jeszcze wykazać się choćby minimalną zręcznością w interesach. Rodzący się etatyzm i wszechobecna biurokracji zahaczyła już o tak, wydawałoby się niewinną dyscyplinę, jak szachy.
Czy uda się zrealizować marzenie bossów dużych klubów i skoszarować wszystkich chętnych? W końcu właściwie wystarczy 12 klubów dla I ligi oraz około 20 dla II ligi by w sposób nie męczący dla centrali mieć wszystkich pod ręką. Po cóż użerać się z setkami niesfornych działaczy i tysiącami dzieciaków, jeśli można ograniczyć się do kontaktów z niedużą kadrą zawodowców, działających jak jeden organizm?
Ciekawe, że w regulaminie półfinałów Mistrzostw Polski Juniorów nie było powiedziane, że aby marzyć o sporcie szachowym, trzeba założyć firmę, choćby przy szkole.
Taka zmiana reguł gry w trakcie trwania cyklu świadczy o dużej beztrosce centrali i środowiska działaczy.
I tak ogłoszono rozgrywki, aby praktycznie odwołać je na dwa tygodnie przed terminem? A wystarczyło przecież wyznaczyć finalistów na podstawie wyników z ubiegłych lat i najlepsi bez najmniejszych stresów mogliby zająć się szykowaniem do upragnionych mistrzostw świata i Europy. Sponsorzy nie mieliby żadnych rozterek, wiedząc zawczasu, że stawiają na właściwych ludzi, wszystko toczyłoby się zupełnie gładko.
Ta piękna wizja ma tylko jeden feler - rywalizację sportową. Przekleństwo liderów, zmuszanych wciąż i wciąż do udowadniania swojej pozycji, i - o zgrozo! - czasem nawet oddawania jej nowym chętnym. No i nieunikniona utrata sponsorów, z takim trudem przekonywanych o bezwzględnej wartości podopiecznych, którym nagle pojawiają się jacyś inni wyjątkowi. Paskudna sprawa.
Zapewne nowy system ułatwić ma rywalizację o sponsorów, którzy nie będą zmuszani do podejmowania wyboru między wieloma możliwościami, gdy zwróci się do nich największy klub.
Nowe przepisy przypominają dawne akcje wcielania wszystkich uczniów do organizacji młodzieżowych, pięknie podporządkowanych jedynie słusznej władzy. Taka jednolitość jest pokusą, której ulega niejeden umysł, szczególnie umysł biurokraty.
Czy jednak spotka się to z poparciem opinii publicznej? Należy w to wątpić, gdyż pomysł jest po prostu zły. Ogranicza prawa obywatelskie, dostęp do życia publicznego, narzuca rozwiązania obce tak zależnej od wolności dziedzinie, jaką jest sport. Zapewne nie utrzyma się pod naciskiem opinii publicznej. Tym bardziej szkoda, że podczas najbliższych Mistrzostw Polski Juniorów dojdzie do bezprawnego odebrania wywalczonych awansów. Jaką w takim razie będą miały wartość owe mistrzostwa? Ot, będą tylko wybrykiem działaczy - i rozczarowaniem dla wielu mlodych szachistów.
Właściwą instancją w tej sprawie wydaje się być Rzecznik Praw Obywatelskich oraz dyskusja publiczna na łamach prasy. A poza tym, zawsze warto zadać sobie pytanie, czy Anglicy, Holendrzy, Francuzi muszą rejestrować firmy, aby pograć w szachy.