Adrian Michalczyszyn od wielu lat na olimpiadach szachowych reprezentuje Słowenię, ale najbardziej jest znany jako ceniony trener i wychowawca nowych pokoleń szachistów. Jego drogi nie ominęły Polski i również w naszym kraju można znaleźć uczniów Adriana.
Ostatnio arcymistrz Michalczyszyn zapragnął utrwalić obrazy ze swojej długiej i obfitującej w barwne epizody kariery szachowej. W efekcie powstała książka "Za kulisami szachowego imperium. Świadectwa naocznego świadka. Wspomnienia szachisty", która nakładem wydawnictwa Astrel ukazała się w Moskwie w 2008 roku. Przedmowę do książki napisał 12. mistrz świata Anatolij Karpow, w którego ekipie pomocników podczas kilku ważnych meczów znajdował się autor - najlepsze świadectwo jego wysokich kwalifikacji.

"Umarł Bagirow, można tak powiedzieć, na posterunku bojowym. Po operacji, zamiast siedzieć na daczy, wybrał się na turniej do Finlandii i tam w niedoczasie dopadł go udar serca (niestety - nie był to udar taktyczny). Miał specyficzne poczucie czarnego humoru, z nieodłącznym papierosem marki "Elit". Poruszał się niespiesznym krokiem, kaukasko-arystokratycznym. Takich w świecie szachów więcej nie znam."
I tu następuje zapis partii Michalczyszyn - Bagirow, którą autorowi udało się wygrać po ciężkiej walce. Czytelnicy, zgłoście się do dystrybutorów literatury szachowej i zażądajcie dostarczenia sobie książki arcymistrza Adriana Michalczyszyna, nie pożałujecie tego!
Tomasz Lissowski
PS. Obowiązki krytyka zmuszają mnie do wskazania, że szczęśliwym pogromcą Georga Marco w partii z Monte Carlo 1902 (str. 306) był Ignacy Popiel, a nie Popil, natomiast przeciwnikiem Marshalla z jego "nieśmiertelnej partii" z Wrocławia 1912 (str. 331), gdzie czarne wykonały ruch ...Hg3 (pod trzy bicia!!), nie był Łowcki, lecz Lewicki. Do kolekcji "nazw szachowych" arcymistrza pragnę dodać dwa polskie przykłady: w Warszawie istnieje ulica Szachowa, natomiast na Podkarpaciu znajduje się miejscowość Barcza - o ile mi wiadomo, nie związana z węgierskim arcymistrzem o tym samym nazwisku.